Blister

Blister

sobota, 27 wrzesień 2014 23:15

Edukacja bez religii cz 5. Pancerz ochronny

 

Rozmawiałem niedawno z kolegą, którego córka uczęszcza do przedszkola razem z Okruchem. Tzn. obecnie chodzi do grupy równoległej, ponieważ jest z wcześniejszego rocznika i jej rodzice zadecydowali, że w tym roku jeszcze do pierwszej klasy nie pójdzie. Warto nadmienić, iż kolega jest raczej nieprzychylnie nastawiony do Dealerów „Zbawienia”, natomiast jego małżonka, nota bene, członkini Rady Rodziców powszechnie podaje się za osobę wierzącą. Pokrótce przedstawiłem koledze ideę etyki w przedszkolu, i spytałem jakie decyzje zapadły względem córy.

- Nooo... zapisaliśmy...

- Zmieniłeś światopogląd? - spytałem.

- Wiesz przecież, że jestem ateistą, – powiedział - natomiast Żonka chodzi do kościoła w każdą niedzielę...

- Uuu...?

- ...Palmową – dodał.

- Aha. Czy poruszacie z Małą kwestię wiary?

- Taa, parę razy mnie o coś tam pytała, ale wyśmiałem ją i już nie pyta.

- To dlaczego zapisałeś ją na religię?

- Tę kwestię pozostawiłem Żonce. Ona tak chciała. Ja mam to w d....

- Znaczy pozwalasz, żeby umysł twojego dziecka został wywrócony na drugą stronę przez jakichś przebierańców?

- … [milczenie]

- Może mogliście z tym chociaż trochę poczekać?

- Znaczy nie zapisywać na religię?

- Tak, przynajmniej nie w przedszkolu.

- Nie wchodzi w grę. W tak małej miejscowości jak nasza zaraz by Małą wyśmiali. Dzieci są okrutne.

- Może jednak nie byłoby tak źle? Wielu ludzi chętnie ujawniłoby swoje antykatabasowe poglądy, ale boją się opinii innych. Ktoś musi zrobić pierwszy krok.

- Uwierz mi, byłoby. Ty patrzysz na to oczyma dorosłego. Żonka ma wieloletnie pedagogiczne doświadczenie, i widziała to w praktyce.

- Rozumiem. Weź jednak pod uwagę, że dzieci same nie wymyślają tego typu szykan. Takie rzeczy wynoszą z domów. Z tych katolskich pod nazwą „umiłowania bliźnich”, a z tych konformistycznych w ramach „pancerza ochronnego”.

- Tak. Ale tego nie zmienisz. Nigdy ci się nie uda. Nigdy.

Nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku.

 

 

środa, 24 wrzesień 2014 20:26

Edukacja bez religii cz 4. Szczęść boże

 

- „Szczęść boże” - zawołał Okruch, gdy wsiadaliśmy do samochodu.

- Hmm? - mruknąłem z zaciekawieniem, ponieważ parę sekund wcześniej mój umysł orbitował wokół nieco innych tematów.

- „Szczęść boże” - powtórzył.

- Skąd znasz to powiedzenie? - spytałem spokojnie.

- Jeden kolega mówił mi, że tak wita się z dziećmi pani która przychodzi do nich na religii...

- Ahaaa...

- … no i oni tam śpiewają różne piosenki.

No tak, widocznie nie wszystkie Dealerki „Zbawienia” zaczynają program z grubej rury, czyli straszeniem gniewem starca na chmurce i wiecznym ośrodkiem wypoczynkowym w piekle. Na razie. Mając jednak na uwadze zakres tematyki jaką obejmuje wyznaczająca kierunek pozycja „Jestem dzieckiem bożym”, najpóźniej w okolicach czerwca należy spodziewać się konkretnie wypranych umysłów u 5cio latków.

- Wiesz, czasami bywa tak, że różne złe rzeczy zaczynają się bardzo przyjemnie. A potem skutki tych przyjemności ponosi się bardzo długo. - powiedziałem. Religia to nie tylko zabawy i śpiewanie piosenek. Związana jest z czymś, w co się wierzy.

- Czy ja kiedyś pójdę na religię? - spytał Okruch.

- Oczywiście. Chcemy z Mamą, żebyś zobaczył, jak takie zajęcia się odbywają. Wolimy tylko, żeby to stało się, gdy będziesz nieco starszy.

- Jak będę chodził do szkoły?

- Tak, wtedy już będziesz chodził do szkoły. Rodzice twoich kolegów zadecydowali za nich i zapisali ich na religię. Mama i ja chcemy ten wybór zostawić tobie. Gdy będziesz trochę starszy, sam przemyślisz, co jest dobre, a co złe, i wtedy zdefiniujesz to, w co będziesz wierzył.

Szanuję rodziców, którzy pomimo swojej, jak twierdzą, głębokiej wiary, nie zapisali swoich 5-6cio letnich dzieci na religię. Odsunięcie na rok lub dwa kontaktu z Dealerami „Zbawienia” ma olbrzymi wpływ na kształtowanie młodych umysłów. Lęki i obawy wpojone w tak młodym wieku mogą destrukcyjnie wpłynąć na osobowość i procentować przez całe życie. Ludzie bulwersują się widząc cudze dzieci którym dano do ręki papierosy, alkohol lub broń, ale swobodnie dają swoim dzieciom do ręki o wiele potężniejsze narzędzie zniszczenia – religię. Olbrzymia rzesza rodziców wahających się może zrobić dla swoich dzieci chociażby jedną, podstawową rzecz – dać im czas. I nie przejmować się zdaniem jakiegoś przebierańca w czarnej sukience.

 

 

czwartek, 18 wrzesień 2014 16:33

Edukacja bez religii cz 3. Wniosek

 

Spotkałem dzisiaj Panią Dyrektor. Powiedziała, że przewertowała wszelakie ustawy dotyczące organizacji etyki, i musimy zacząć od pierwszego podstawowego ruchu, tzn mam się zwrócić oficjalnie w formie pisemnej z wnioskiem o zorganizowanie lekcji wspomnianego przedmiotu. Dzięki temu Pani Dyrektor będzie miała otwartą drogę do podjęcia tematu. Oczywiście napiszę takie podanie. Zasugerowałem, że dobrze byłoby umieścić informację na tablicy ogłoszeń, żeby inni chętni rodzice również mogli zwracać się do dyrekcji z tego typu pismami. Pani Dyrektor odpowiedziała, że takiej wywieszki nie wolno im zorganizować, ale temat powinien być poruszony na zebraniu rodziców, a później „się rozejdzie”. To sformułowanie za specjalnie mi się nie spodobało, dlatego chcę zorganizować listę mailingową rodziców z mojej grupy i w ten sposób ich powiadomić. Mam kontakt z przedstawicielami do Rady Rodziców pozostałych grup, liczę na ich pomoc. Mama Okrucha twierdzi, że pewnie się przeliczę, proponuje zatem wydrukować ulotki i powkładać do szafek dzieci. Pewnie trzeba się będzie w ten sposób zaasekurować. Tak, czy owak, idziemy do przodu.

 

środa, 17 wrzesień 2014 20:00

Edukacja bez religii cz 2. Garstka dzieci

 

Wczoraj odbyło się pierwsze w tym roku szkolnym zebranie Rady Rodziców. Pani Dyrektor poruszyła na nim wiele istotnych problemów, było też sporo ciekawych propozycji ze strony rodziców, ale nikt nie pokusił się o poruszenie tematu religii i etyki. Zapytałem zatem wprost:

- Czy będzie organizowana etyka w przedszkolu?

- Nikt z rodziców nie zgłaszał takiej potrzeby, zatem żadne działania nie zostały podjęte – odparła Pani Dyrektor. W poprzednich latach też nikt nie zgłaszał zainteresowania – dodała.

- Uważam, że to w dużej mierze dlatego, że nikt rodziców nie poinformował, że jest taka możliwość – powiedziałem – W grupie mojego syna Pani Wychowawczyni rozdała oświadczenia o uczęszczaniu na religię, ale nie przedstawiła żadnej alternatywy. Nie była też zorientowana, jaka opieka jest zapewniana dzieciom nieuczęszczającym na religię.

- Ale nikt z rodziców z tym do mnie nie przyszedł, nie wiem, dlaczego – zapewniała Pani Dyrektor.

- To dlatego, że wszyscy wypełnili oświadczenia. Z moich rozmów z rodzicami wynika, że wielu z nich wyraziło zgodę tylko dlatego, żeby ich dziecko nie było wyalienowane. Gdyby mieli od razu przedstawione możliwości innych zajęć w czasie przeznaczonym na religię, sprawa wyglądałaby zupełnie inaczej.

Zebrani przysłuchiwali się z zaciekawieniem. Zapewniłem ich, iż nie jest moim celem obraza czyichś uczuć religijnych, ale powinniśmy nasze dzieci wychowywać w szacunku i tolerancji dla różnych światopoglądów. W małej miejscowości zazwyczaj istnieje niewielka różnorodność wyznaniowa, etniczna itp. Pytałem Panią Dyrektor o przygotowanie Pań Wychowawczyń do oswajania dzieci z tą materią, niestety nie mają one czegoś takiego.

Pani Dyrektor okazała się jednak osobą bardzo pozytywnie nastawioną do poruszonego przeze mnie tematu. Nie wiem, jakie są jej przekonania religijne, ale mocno dało się odczuć, iż kieruje się w swoich praktykach dobrem dzieci, i nie uważa się za wyrocznię. To bardzo cenna cecha w tym zawodzie. Temat został omówiony dość konkretnie, Większość obecnych na zebraniu rodziców nie miała nic przeciwko. Tylko jedna z pań nie zgodziła się z moim twierdzeniem dotyczącym alienacji, uważała, że jest ono przesadzone, i że to nie mogłoby mieć miejsca. Inna pani przypomniała sobie, że w jej grupie również padło pytanie o etykę, ale Pani Wychowawczyni powiedziała, że nic nie wie na ten temat, i kwestia się rozmyła. Ta wypowiedź utwierdziła Panią Dyrektor w przekonaniu, że zainteresowanie tematem jednak istnieje. Zobowiązała się zweryfikować możliwości narzucone ustawowo i obrać kierunek działania. Na zakończenie zwróciła się do mnie tymi słowy:

- Czy wie pan, jak wygląda nauczanie religii w naszym przedszkolu? Zawsze dostawałam komplet oświadczeń, a potem na religię przychodziła garstka dzieci.

No cóż, to pewnie też jakaś metoda ograniczenia swojemu dziecku kontaktu z Dealerami „Zbawienia”. Chociaż fakt, że religia odbywa się poza ustawowymi godzinami zapewnianymi przez państwo, tzn. jest w godzinach płatnych, też ma na to wpływ. Mam jednak nadzieję że świadomość w narodzie postępuje.

 

 

 

Kim jest Okruch? Okruch jest chłopcem, ma 4 lata i 9 miesięcy i właśnie zaczął trzeci rok swojej przedszkolnej edukacji. Bieżący rok szkolny jest ostatnim, który Okruch spędzi w przedszkolu, ponieważ zobligowany pewną niezbyt trafną ustawą, w przyszłym roku szkolnym trafi do pierwszej klasy. Na razie jednak uczestniczy w procesie pomieszania z poplątaniem, tzn. uczęszcza do grupy, w której 4 i 5cio latkowie są przemieszani, w sali obok zajęcia ma podobnie przemieszana grupa, a w następnej jest mieszanina 5 i 6cio latków. W skrócie rzecz ujmując, w przedszkolu są 3 grupy starszaków i 2 grupy najmłodsze, i to wszystko. Ponoć jak na niewielkie, 5-tysięczne miasteczko całkiem sporo. Okruch jest chłopcem bardzo ciekawym świata, dużo pyta, mówi i ma sporą fantazję. Aktualnie jest zafascynowany postaciami z Marvela.

Wakacje się skończyły i wrzesień ruszył z kopyta. W pierwszym dniu miesiąca odbyło się tradycyjne zebranie rodziców. Po krótkiej przemowie pani dyrektor, rodzice udali się do sal na spotkanie z wychowawczyniami swoich pociech. Omówienie spraw różnych, no i oczywiście papierkologia – umowa, zgody na to i na owo. Wśród nich – fachowo nazwany przez Kurię - „pisemny akt apostazji” czyli Oświadczenie rodziców w sprawie uczęszczania ich dziecka na lekcje religii rzymsko-katolickiej. Następuje wręczanie takowego dokumentu rodzicom 5cio latków, przychodzi kolej Taty Okrucha, a warto tu wspomnieć, że jestem nim ja, i pada stwierdzenie z moich ust:

- Nie, dziękujemy. To nie jest nam potrzebne.

- Ale jak to? – pyta Pani Wychowawczyni – Jeśli ktoś sobie nie życzy, to również musi to wypełnić.

- Nie. Tylko rodzice wyrażający zgodę zobowiązani są ten dokument wypełnić.

- Oooo (po chwilowej konsternacji) to widzę, że pan już to czytał...

Reakcja ze strony pozostałych rodziców? Żadna. Niektórzy spoglądali z lekko niewyraźnymi minami, inni z niewzruszonymi twarzami, niczym roboty, wypełniali podsunięty im papier. Być może w domu cicho zbuntują się przeciwko przedszkolnej indoktrynacji, ale póki co, skrzętnie wykonują działanie zaprogramowane im przez Dealerów „Zbawienia”. Wydaje się, jakby robili to bezwiednie, w jakimś niepojętym transie. Ich oblicza jasno wyrażają brak nawet odrobiny przemyślenia swojego czynu. „[Nie] wybacz[aj] im ojcze, albowiem nie wiedzą, co czynią”.

- Jak zostaną zorganizowane zajęcia dla dzieci nieuczęszczających na religię? - spytałem.

- Nie wiem – odparła Pani Wychowawczyni.

No cóż, przygotowanie to podstawa. Pewnie ciężko przewidzieć, dopuścić do głosu myśl, że mogą się pojawić tak wynaturzone osobniki. Wszyscy pozostali rodzice zgodnie złożyli podpisane oświadczenia. Ba, zrobili to nawet rodzice niektórych 4latków, ponieważ mieli taką możliwość, by ich pociechy również mogły uczęszczać na religię. Oczywiście całkowicie dobrowolnie.

W trakcie zebrania można było wyłowić informacje, że dzieci uczęszczające na religię będą zbierane w osobnej sali. Nie mam informacji, czy w pozostałych dwóch najstarszych grupach są dzieci nieuczęszczające na religię. Prawdę mówiąc, wątpię. Rozmowy z kilkorgiem rodziców rzuciły wprawdzie niewielkie światło nadziei, ale stwierdzenia w stylu „jestem przeciw, ale zapiszę, bo się z mojego dziecka będą śmiali” szybko je zgasiły.

Zgłosiłem swoją kandydaturę do Rady Rodziców. Nikt nie oponował. Dziwne. Pierwsze zebranie odbędzie się 16.09.

 

 

niedziela, 29 czerwiec 2014 19:59

Religia w przedszkolu cz 2. Złota łódź

 

Jesteś, lub niedługo zostaniesz rodzicem. Nie zaliczasz się do osób wierzących. W każdym razie nie do mocno wierzących. Być może Twoja wiara jest jak morska fala – przychodzi i odchodzi – zależnie od potrzeb. Być może nie potrzebujesz pośredników w sukienkach, by rozważać dogmaty wiary. W każdym razie, jako, że nauka to potęgi klucz, kiedyś nadejdzie taki czas, że poślesz swoje dziecko do placówki edukacyjnej. Niestety, wśród wielu przedmiotów poszerzających wiedzę i umiejętności Twojego dziecka, znajduje się też przedmiot mający na celu pogrążenie Twojej pociechy w całkowitej ciemnocie. Tym przedmiotem jest oczywiście religia w wydaniu propagatorów Jedynej Słusznej Katolickiej Wiary. Przed Tobą położono czysty blankiet Oświadczenia rodziców w sprawie uczęszczania ich dziecka na lekcje religii rzymsko-katolickiej. Jeśli jesteś katolikiem okresowo wierzącym, czyli takim, który od czasu do czasu pojawi się w kościele z racji jakiegoś święta lub uroczystości, to raczej nie będziesz miał problemów z decyzją. Podpiszesz szybko i łatwo, by mieć spokój i sprawę z głowy, po czym spokojnie zasiądziesz z sześciopakiem piwa przed meczem w TV. Jeśli pomyślisz chociaż ułamek sekundy na ten temat, to Twoja konformistyczna natura szybko da Ci właściwą odpowiedź: „przecież dziecku się to przyda, jak potem weźmie ślub kościelny?”.

Problem pojawia się w sytuacji, w której masz wątpliwości. Rozważasz nad zagadnieniami wiary oraz nad całą kościelno-marketingową otoczką i dostrzegasz brak spójności pomiędzy tym, co katabasi głoszą, a tym, co robią. Pytasz zatem: jak mogę najważniejszą dla siebie istotę oddać komuś takiemu pod opiekę? Jak mogę pozwolić, by tego typu osoby dokonały całkowitego spustoszenia w umyśle mojego dziecka? Odpowiedź jest oczywista: nie mogę na to pozwolić! Ale, jak zwykle jest jakieś „ale”. Zapewne rówieśnicy odwrócą się od mojego dziecka. Nauczyciele będą traktować go jak kogoś gorszego. Doświadczy ostracyzmu, katolskiej nagonki. Czy mam to zafundować swojemu dziecku?

Scenariusz A: Podpisujesz zgodę, Twoja pociecha dostaje się w łapy Dealerów „Zbawienia”.

Katabasi fundują Twojemu dziecku podróż w czasie. Do średniowiecza. Niestety, w jedną stronę. Jest w stanie modlić się do skarpety Jana Pawła II, na wieki wieków będzie służyło Dealerom „Zbawienia” duszą i ciałem. Chociaż na innych lekcjach uczy się o ewolucji, traktuje to w kategorii herezji wierząc jedynie w stworzenie. Wszystko, czego nie przekazuje mu sukienkowa brać, to twór szatana z którym trzeba bezwzględnie walczyć. W domu natomiast posiada niewierzących rodziców. Grzeszników, którzy jego poczęli i aktualnie windą zmierzają wprost do piekła. Opowiadają dowcipy o księżach i Jezusie, wyśmiewają się z pobożnego sąsiada przyjmującego obraz, w kościele się nie pojawiają, a jeśli już posiadają krzyż, to zazwyczaj pozioma belka jest nieco niżej. Inny typ rodzica to typ konformisty, który udaje wierzącego, chodzi do kościoła na pokaz, a tak naprawdę usiłuje w ten sposób pozyskać przychylność otoczenia. W zaciszu domowym on również potępia rozpasanie kleru, nie posiada żadnych wartości moralnych i etycznych, wyznaje kult pieniądza, gardzi słabszym i łasi się do silniejszych. Nie modli się, nie kultywuje katolickich obyczajów, lub wybiera te, które są dla niego przyjemne, chociaż uparcie twierdzi, że jest inaczej. W obydwu przypadkach najgorsze, co może rodzic zafundować swojemu dziecku to brak rozmów. Jeśli nie nakreślisz swojej latorośli podłoża swojej ideologii i motywów swojego postępowania, nie zapewnisz mu właściwego oparcia. Dziecko będzie dorastało w poczuciu wiecznej huśtawki typu kościół-dom. Jeśli nie wytłumaczysz mu, że ludzie są różni, wyznają różne systemy wartości, doskonale zrobi to za Ciebie Dealer „Zbawienia”. Oczywiście zrobi to stronniczo i wskaże jeden, „właściwy” kierunek: kościół katolski jest „cacy”, reszta jest „be”. W następstwie tego Twoje dziecko albo przejmie pogardę dla swoich rodziców, albo jego psychika pozostanie w wiecznym rozdarciu, bo z czasem rodzice uznają za swoją klęskę wychowawczą fakt, że ich dziecko utożsamia się z ciemnotą kultywując jakiegoś rodzaju gusła.

Scenariusz B: Blankiet oświadczenia ląduje w koszu.

W szkole idealnej zarówno dzieci, jak i nauczyciele są dla niego tolerancyjni. Nie ma wyśmiewania, alienacji, są rozmowy konfrontujące różne punkty widzenia. Jest szacunek i zrozumienie dla drugiego człowieka wyznającego inny system wartości. Niestety ideałów ponoć nie ma, zatem Twoje dziecko doświadczy odrzucenia, i musisz je na to przygotować. Być może trafi na fanatyczną dyrekcję, która dopuści w szkole mszę, drogę krzyżową i wyśle dzieci w godzinach nauki do kościoła celem adorowania kawałka płaszcza Jana Pawła II. Być może Pani Wychowawczyni lub inny nauczyciel w trosce o swój wizerunek osobnika Uzależnionego od „Zbawienia” da do zrozumienia Twojemu dziecku, że jest gorsze. Być może dzieci będące pod wpływem „Uzależnienia” zwyczajnie wyśmieją Twoje dziecko. Być może dzieci które wyznają drogę konformizmu nazwą Twoje dziecko frajerem, bo nie odklepało kilku zdrowasiek w zamian za prezenty. Być może Dealerzy „Zbawienia” będą nim, czyli złem wcielonym straszyć jego kolegów na katechezie. Być może uszanowana zostanie jego zdolność do obrony własnych poglądów. Być może będzie przykładem dla innych wahających się. Za to na pewno nie będzie miało zawężonego sposobu postrzegania świata. Rozmawiaj z dzieckiem, pobudzaj jego myślenie do wyciągania własnych wniosków. Przedstawiaj różne punkty widzenia i różne systemy wartości. To w tobie przede wszystkim ma mieć oparcie.

Czy zatem większą krzywdę wyrządzisz dziecku posyłając czy nie posyłając go na religię? Czy lepiej, żeby coś zabolało krótko,ale dość mocno, czy bolało słabiej, ale za to przez całe życie? Czy lepsza jest odporność będąca następstwem doświadczeń, czy wieczne otumanienie i poczucie rozdarcia? Czy pozwolisz swoje dziecko zranić, by było silniejsze, czy wolisz, by zostało przybite do krzyża obłudy na Golgocie chciwości? Takich pytań nie zadają sobie Uzależnieni od „Zbawienia”. Uważają, że ratują swoje dziecko wsadzając je do łodzi ze złota, która bezpiecznie ma przewieźć ich pociechę na drugą stronę morza ekskrementów. Problem tylko w tym, że po niewielkim czasie okazuje się, że rzekome złoto, to tylko tandetna farba, która odpada, a dodatkowo łódź przecieka...

 

 

poniedziałek, 11 listopad 2013 23:51

Nigdy się nie przyznawaj

 

Znajdą ci 9-latka w twoim łóżku, mów, że cię chciał zgwałcić. Przedstawią ci potwierdzenie ojcostwa dziecka nieletniej, mów, że to nie twoje DNA. A jak cię złapią za rękę na masturbowaniu ministranta, mów, że to nie twoja ręka. Nigdy się nie przyznawaj.

Kolejny po ArcyLapsusie przedstawiciel Dealerów „Zbawienia”, niejaki (s)ex-Rektor PEDOminikanin brutalnie złamał powyższą niepisaną, ale przestrzeganą maksymę. Specjalista od życia intymnego 10-latków stwierdził mianowicie, że przypadki, gdy „dzieci same wchodziły do łóżek dorosłych chcąc być spełnionym” nie są mu obce. Uważa on mianowicie, że dzieci z rodzin niepełnych, w których brakuje ojca będą lgnęły do mężczyzn. Jest to element sprytnie skonstruowanej linii obrony. Oczywistym jest fakt, że dzieci pozbawione męskiego wzorca w postaci ojca będą próbowały taki wzorzec znaleźć. Katabasi zatem celowo wyszukują ten właśnie typ dzieci, bo sprytnie dzieckiem manipulując, mogą łatwo wejść w rolę takiego wzorca, a dodatkowo istnieje niemal 100% pewność, że ojciec nie przyjdzie pewnego dnia na plebanię i nie rozwali Dealerowi „Zbawienia” łepetyny na kościelnych schodach. Katabas nigdy nie podejmie przypadkowego kontaktu seksualnego z dzieckiem; najpierw dokładnie „rozpozna obiekt”, i wybierze ten najbardziej pozbawiony wsparcia ze strony najbliższych. Dziecko, które nie zaznało rodzinnego ciepła, ma wiele niezaspokojonych potrzeb. Gdzieś w głębi duszy, obok potrzeby zaznania zwykłej słownej pochwały, wyrazu uznania, będzie marzyło o przytuleniu, pogłaskaniu po głowie, ojcowskiemu klepnięciu w plecy, ręce bliskiej osoby na swoim ranieniu. Nigdy jednak nie będzie dążyło do obcowania płciowego z dorosłym. Katabasi uzurpujący sobie odwieczne prawo do współżycia z dziećmi traktują te zachowania jako element gry wstępnej. Puszczają wodze fantazji, gdy zdarzy się, że mniejsze dziecko będzie chciało się przytulić – przecież jego usta znajdują się na wysokości Dealerskich klejnotów. Dziecko nie ucieka przez „niewinnym” pocałunkiem starego obleśnego, śliniącego się plebana, znaczy, że „ma chęć na więcej”. Dziecko klęczące przed katabasem który wkłada w jego usta hostię, samo prosi się, by włożyć mu w usta ciało inne niż chrystusowe. Dla niektórych dzieci potrzeba spania z dorosłą osobą, zazwyczaj matką, jest bardzo silna, ponieważ wzmacnia poczucie stabilizacji. Być może zdarzyło się w placówce wychowawczej, że któreś z dzieci potrzebowało zaspokojenia tej właśnie potrzeby. Dziecko zupełnie nie rozbudzone seksualnie, opierające swą relację z katabasem na olbrzymim do niego zaufaniu, zakradło się do Dealerskiego łóżka. Katabas zaś, miast postawić w tym momencie wyraźną granicę w relacjach, zabrał dziecku jego ufność i niewinność, wykonując dożywocie na jego psychice. Przecież sam fakt sforsowania otwartych drzwi do pokoju i wskoczenia do łóżka oznaczał, że dziecko błagało o inicjację, a posługę trzeba pełnić w dzień i w nocy.

Istnieje jeszcze druga grupa dzieci; są to dzieci, które doświadczyły „złego dotyku”. W tej grupie są takie, które wychowywały się w rodzinach patologicznych, i od małego były przystosowywane do seksualnego zaspokajania dorosłych. Dzieci zmuszane do prostytucji, lub prostytuujące się, by przeżyć, a zatem wychowane w przeświadczeniu, że seks jest towarem, a który można coś otrzymać. Seks w placówkach wychowawczych jest rzeczą powszechną – jeśli nie jest towarem, to jest formą najtańszej rozrywki. Mogło się zatem zdarzyć, że dziecko świadomie zakradło się do łoża katabasa chcąc ciałem zapłacić za jakiś przywilej lub rzecz, lub z chęci pozyskania „haka” na wspomnianego przedstawiciela sukienkowej braci. Inne dziecko mogło chcieć wkupić się w Dealerskie łaski, a z domu wyniosło znajomość tylko takiej formy. Katabas oczywiście również i w tych przypadkach nie postawił żadnej granicy w relacjach. Być może dlatego, że sam nie posiadał dzieci, zatem trudno było się mu zdobyć na empatię, gdy jego mniejsza główka doszła do głosu. Być może właśnie dlatego, że chociaż posiadał swoje dzieci, hołdował zasadzie, że „swoje się kocha, a cudze się pier..i”.

Chrońmy nasze dzieci przed zboczeńcami przebranymi w czarne sukienki. Grają na nosie Uzależnionym od „Zbawienia” już nie tylko zza ołtarzy, ale również w środkach masowego przekazu. Zasłaniając się tajemnica spowiedzi, pielęgnują w sobie poczucie istnienia ponad prawem.

 

niedziela, 03 listopad 2013 22:43

Rachunek sumienia cz.2 Rozmowy o wierze

 

Czy rozmowy o wierze powinny być częścią życia osób wierzących? Czy rozważania i przemyślenia aspektów wiary powinny znajdować swoje ujście? Czy życie w wierze powinno dostarczać wystarczająco dużo przeżyć, by móc się dzielić swoimi odczuciami z innymi?

Często spotykamy się z następującym zjawiskiem: osoba, najczęściej w jakiś sposób nam bliska, deklaruje się jako wierząca. Zaczynamy z nią rozmowę na temat wiary. Rozmowa ta nie ma bynajmniej na celu obalenia dogmatów wiary, które ta osoba pielęgnuje w sobie; chcemy je jedynie poznać. I tutaj scenariusze mogą być dwa. W pierwszym osoba zapytana o to, co sądzi o swoim kościele odpowiada mniej więcej tak: „no proboszcz zarządził zbiórkę po 300 zł na nowy dach kościoła, dach nadal nie odnowiony, ale on sam kupił córce nowy samochód”. Na pytanie o zagadnienia poruszane w kazaniu ostatniej niedzieli można usłyszeć „nie wiem, o czym było. Rozmyślałem/łam sobie o innych rzeczach”, albo „nie, kazań to ja nie słucham. Znowu o tej cholernej polityce coś tam zapodawał i namawiał na poparcie dla partii X”. Często zdarza się odpowiedź „nie, nie chodzę do kościoła. Wierzę w boga, ale nie wierzę w księży. Im chodzi tylko o pieniądze i władzę”. Ok, skoro rzekomo bóg jest wszędzie, to jak oddajesz mu hołd? Żyjesz według dziesięciorga przykazań? Przynajmniej wg pozostałych dziewięciu, skoro trzecie odpada już na wstępie? „No... niezupełnie..., właściwie.... to chyba raczej nie...” Modlisz się rano, wieczorem, czy o jakiejś dowolnej innej porze? „nie” Wierzysz w to, co jest zapisane w biblii? „Tak!” A czytałeś/łaś ją? „Nooooo.... nie...” I tak można by jeszcze długo wymieniać. Reasumując, przeciętny wierzący katolik, to osoba niewierząca. Ktoś, kto uważa, że miejsce na chmurce zapewni sobie samą obecnością w kościele, lub pustą słowną deklaracją. Ktoś, kto uważa, że żaden grzech niestraszny, skoro istnieje spowiedź i odpust. A może to ktoś, kto z premedytacją forsuje drogę milszej bogu duszy nawróconej?

Drugi scenariusz obnaża całkowite milczenie pytanej osoby. Częstokroć na dowolne pytanie reaguje ona złością, potrafi jedynie wycedzić przez zęby odpowiedź w stylu „nie będę z tobą o tym rozmawiać!”. No cóż, ponoć lepiej się nie odzywać i uchodzić za inteligentnego, niż otworzyć usta i rozwiać wszelakie wątpliwości. Co dzieje się po tamtej stronie? Czy nie ma tam nic, a obiekt wykonuje tylko kolejne etapy programu zainstalowanego dawno temu? Czy osoba zanegowała to, co wtłoczył jej kler, ale boi się ostracyzmu i decyduje na swoisty rodzaj konformizmu? Czy obawia się, że 2-3 celne pytania skutecznie zniszczą ostatni przyczółek ochraniający ziarno które upadło na skałę? Chce wierzyć, bo „trzeba w coś wierzyć”, bo perspektywa wiecznego pląsania na chmurce nadaje sens codziennemu dreptaniu w kieracie, a „od myślenia to tylko głowa boli”? Czy też może codziennie przeżywają dramat niemocy, bezsilności, bo dawno już im minęło otumanienie, ale tkwią w swojej skorupie niczym ślimaki w oczekiwaniu na właściwy bodziec? Zatem, jak mówią dzieci, „ślimak, ślimak, pokaż rogi...”

 

niedziela, 27 październik 2013 22:06

Zakaz oddychania

 

Zawód Dealera „Zbawienia” jest na najlepszej drodze do dołączenia go do grupy Zawodów Podwyższonego Ryzyka. Przecież nie może być tak, by biedni katabasi wciąż byli narażani na próby wciągania w czyny pedofilskie przez dzieci szukające miłości. Nie może być tak, że dziecko wrzucające do koszyczka opłatę za kolejną dawkę „Zbawienia” prowokuje do pogłaskania po główce, by potem zgłosić fakt naruszenia nietykalności osobistej i molestowania. Nie może być tak, by nieletni mieszkaniec Dominikany odurzony obietnicą wyprawy do Europy wystąpił z Dealerem w filmie przyrodniczym, a potem bezczelnie oskarżył go o czyny lubieżne, na dodatek w całej swej perfidii działania osłaniając się miejscowym ugrupowaniem przestępczym.

0 tolerancji dla pedofilii w kościele? Co to za nowomoda? Jak można pozbawiać Dealera „Zbawienia” czegoś, co od tysięcy lat było wpisane w jego zawód jako norma, standard, oczywista oczywistość? Zawsze się wprowadzało młodzież w „te sprawy” w teorii i w praktyce. Im wcześniej, tym lepiej, to przecież oczywiste. To część posługi. Przecież to grzeszny naród, a seks z księdzem - wiadomo – bez grzechu. Obcowanie z nasieniem katabasa to najwyższa forma uznania. I nagle ktoś tam na górze poddaje się naciskowi tych tępych baranów – parafian i chce wprowadzić zakaz współżycia z dziećmi. To już cios poniżej pasa – dosłownie i w przenośni. Równie dobrze można by wprowadzić zakaz oddychania.

 

Nie narażajmy Dealerów „Zbawienia” na to ziemskie piekło. Pozwólmy, by swobodnie zabrali swoje drewienka i paciorki ze szkół i przedszkoli i odeszli w swoją stronę, zanim nastąpi kolejny atak dzieci z rodzin rozbitych i patologicznych szukających miłości. ArcyLapsus tę właśnie grupę społeczną uznał za największe zagrożenie. Wprawdzie nasuwa się pytanie o to, co działo się w domu rodzinnym takiego jednego, czy drugiego Dealera, że potem mógł on zaznać zaspokojenia wyłącznie obcując z kilkulatkiem w stringach, lub wypytując ośmiolatkę o jej techniki masturbacji, ale przecież istnieje na to, jak też i na inne tego typu pytania jedna, logiczna i bezsprzeczna odpowiedź: szatan. Tylko czy na pewno na zewnątrz, a nie wewnątrz?

Dealerzy „Zbawienia” odczuwają podobno „Falę nienawiści wobec kościoła”. Do tego wszędzie, jak wiadomo, szatan hula i do złego prowadzi. „Niekiedy dziesiąta fala odbija się od brzegu i wraca… tam, skąd wyszła.” [Bolesław Prus, Powracająca Fala]. Oto nadeszła wasza dziesiąta fala. Reakcja oszukiwanego, łupionego i maltretowanego psychicznie narodu. Byliście zbyt dumni, by w parafianinie dostrzec człowieka, a nie tylko zwykłego barana, którego można strzyc na wszelakie możliwe sposoby, a on będzie to znosił z tępą pokorą. Zbagatelizowaliście rozwój nauki i techniki, oraz kanałów dystrybucji informacji. Tkwiąc mentalnie w średniowieczu, nie zważając na zmiany kulturowe pozwoliliście się wyprzedzić. Rozum od dawna góruje ponad dwoma drewienkami, a biblia niedługo spocznie w bibliotece obok Mitologii.

 

niedziela, 13 październik 2013 21:09

Bez przedawnienia

 

Grupa zawodowa. Pewien słynny Dominikanin stwierdził niedawno, że w „grupie zawodowej” księży wcale nie występuje więcej, niż w innych grupach zawodowych, przypadków pedofilii. Stwierdzenie to przywodzi na myśl maksymę Szadoków „każdy problem ma swoje rozwiązanie; jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu”. Dla Uzależnionych od „Zbawienia” katabas będzie zawsze łącznikiem niebieskim mogącym załatwić bilet do nieba, i wizerunku tego nie zburzy nawet Dealerskie wyznanie wszem i wobec, że kapłan to tylko zawód jak każdy inny. Firma, marketing, wpływy, zyski. Dealerzy kokainy nie płaca podatków, zatem dlaczego mieliby to robić dealerzy „Zbawienia”?

Przyprowadźcie do Mnie wasze dzieci”. Dawniej starsi ludzie na wsiach mówili o młodym mężczyźnie stroniącym od kobiet, że jest jakiś dziwny i pewnie „pójdzie na księdza”. Zatem już dawno temu baczni obserwatorzy małych społeczności zauważyli tę swoistą prawidłowość. Ogromna rzesza Dealerów „Zbawienia” prócz łatwego życia nieskalanego ciężką pracą, luksusu i władzy nad parafianami pragnęła nieskrępowanego dostępu do dzieci. Przecież nie trzeba się było specjalnie wysilać; Uzależnieni sami przyprowadzali swoje pociechy dodatkowo kreując w ich młodych umysłach wizerunek Dealera jako nieomylnego, cudownego, wspaniałego boskiego namiestnika na tym ziemskim padole, który nie popełnia czynu innego niż dobry. Zatem żyć, nie umierać i używać raju na ziemi.

Czyn pedofilski. Młody chłopiec został wykorzystany na plebanii. Dealer zamknął mu usta przysięgą milczenia, za złamanie której gwarantował grzech ciężki i kociołek smoły w piekle. Inny chłopiec otrzymał „uczciwą” propozycje nie do odrzucenia: Dealer „Zbawienia” w zamian za seks załatwi jego dziadkowi miejsce w niebie. Dealer, jak wiadomo, sam „Zbawienia” nie zażywa, zatem ani podobizny świętych, krzyże, ani tabernakulum za ścianą nie przeszkodziły mu w ejakulacji. Ważne, że wieczorne nabożeństwo odprawił już wolny od erotycznego napięcia którego zaznał wypytując o pikantne szczegóły podczas porannej spowiedzi.

Czy istnieje różnica? Czym różnią się powyższe czyny od np. gwałtu dokonanego przez piekarza na młodym chłopcu, którego udało mu się zwabić z ulicy? Obydwa są obrzydliwe i niszczą nieodwracalnie psychikę młodego człowieka. Czyn pedofilski dokonany przez Dealera „Zbawienia” zawsze ma podłoże religijne. Katabas wykorzystuje wiarę młodego człowieka popartą olbrzymim zaufaniem, jakim obdarza on osobę duchowną. To dlatego chcą siać ziarno jak najwcześniej.

Wina. Naczelny ArcyDealer wskazał niedawno winnych pedofilii w kościele. Teraz sprawę mamy wreszcie jasną! To dzieci szukające miłości pociągnęły Dealerów do złego. Ponieważ nie znalazły miłości w domach, bezpardonowo dokonały molestowania na Dealerach! Tylko wyczekiwać fali pozwów tych zwyrodnialców przez bogu ducha winnych katabasów.

Kara. Umieszczenie w Krajowym Rejestrze Pedofilów. Kastracja tępym narzędziem. Dożywotni zakaz pełnienia funkcji publicznych. Turnee po zakładach karnych, których pensjonariusze dogłębnie wytłumaczą dzieciojebcy, co to znaczy mieć członka w każdym otworze ciała. Tabletka z ołowiu – 1 szt. podobno leczy wszelakie skłonności. Dożywotnia ciężka praca fizyczna z przeniesieniem wynagrodzenia na ofiarę chuci.

Żadna nie będzie adekwatna do popełnionego czynu...

Odszkodowanie. Przepadek całego osobistego majątku Dealera. Resztę dopłaci Kuria. Bez migania się od odpowiedzialności, przecież, gdy Dealer zbierał na tacę, to miał wsparcie, dlaczego miałby go nie mieć przy transferze środków w drugą stronę?

Bez przedawnienia. Na wieki wieków. Amen.

 

Visitor counter, Heat Map, Conversion tracking, Search Rank

Kalendarz

« Listopad 2017 »
Pn Wt Śr Czw Pt Sb Nie
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      

Odwiedź koniecznie:

Użytkownicy

Statystyki odwiedzin

6571491
Dzisiaj
Wczoraj
Ten tydzień
Ostatni tydzień
Ten miesiąc
Ostatni miesiąc
Wszystkie
7186
19524
26710
6397119
400174
621608
6571491

Twoje IP: 54.80.146.251
2017-11-20 08:46:53