poniedziałek, 11 listopad 2013 23:51

Nigdy się nie przyznawaj

 

Znajdą ci 9-latka w twoim łóżku, mów, że cię chciał zgwałcić. Przedstawią ci potwierdzenie ojcostwa dziecka nieletniej, mów, że to nie twoje DNA. A jak cię złapią za rękę na masturbowaniu ministranta, mów, że to nie twoja ręka. Nigdy się nie przyznawaj.

Kolejny po ArcyLapsusie przedstawiciel Dealerów „Zbawienia”, niejaki (s)ex-Rektor PEDOminikanin brutalnie złamał powyższą niepisaną, ale przestrzeganą maksymę. Specjalista od życia intymnego 10-latków stwierdził mianowicie, że przypadki, gdy „dzieci same wchodziły do łóżek dorosłych chcąc być spełnionym” nie są mu obce. Uważa on mianowicie, że dzieci z rodzin niepełnych, w których brakuje ojca będą lgnęły do mężczyzn. Jest to element sprytnie skonstruowanej linii obrony. Oczywistym jest fakt, że dzieci pozbawione męskiego wzorca w postaci ojca będą próbowały taki wzorzec znaleźć. Katabasi zatem celowo wyszukują ten właśnie typ dzieci, bo sprytnie dzieckiem manipulując, mogą łatwo wejść w rolę takiego wzorca, a dodatkowo istnieje niemal 100% pewność, że ojciec nie przyjdzie pewnego dnia na plebanię i nie rozwali Dealerowi „Zbawienia” łepetyny na kościelnych schodach. Katabas nigdy nie podejmie przypadkowego kontaktu seksualnego z dzieckiem; najpierw dokładnie „rozpozna obiekt”, i wybierze ten najbardziej pozbawiony wsparcia ze strony najbliższych. Dziecko, które nie zaznało rodzinnego ciepła, ma wiele niezaspokojonych potrzeb. Gdzieś w głębi duszy, obok potrzeby zaznania zwykłej słownej pochwały, wyrazu uznania, będzie marzyło o przytuleniu, pogłaskaniu po głowie, ojcowskiemu klepnięciu w plecy, ręce bliskiej osoby na swoim ranieniu. Nigdy jednak nie będzie dążyło do obcowania płciowego z dorosłym. Katabasi uzurpujący sobie odwieczne prawo do współżycia z dziećmi traktują te zachowania jako element gry wstępnej. Puszczają wodze fantazji, gdy zdarzy się, że mniejsze dziecko będzie chciało się przytulić – przecież jego usta znajdują się na wysokości Dealerskich klejnotów. Dziecko nie ucieka przez „niewinnym” pocałunkiem starego obleśnego, śliniącego się plebana, znaczy, że „ma chęć na więcej”. Dziecko klęczące przed katabasem który wkłada w jego usta hostię, samo prosi się, by włożyć mu w usta ciało inne niż chrystusowe. Dla niektórych dzieci potrzeba spania z dorosłą osobą, zazwyczaj matką, jest bardzo silna, ponieważ wzmacnia poczucie stabilizacji. Być może zdarzyło się w placówce wychowawczej, że któreś z dzieci potrzebowało zaspokojenia tej właśnie potrzeby. Dziecko zupełnie nie rozbudzone seksualnie, opierające swą relację z katabasem na olbrzymim do niego zaufaniu, zakradło się do Dealerskiego łóżka. Katabas zaś, miast postawić w tym momencie wyraźną granicę w relacjach, zabrał dziecku jego ufność i niewinność, wykonując dożywocie na jego psychice. Przecież sam fakt sforsowania otwartych drzwi do pokoju i wskoczenia do łóżka oznaczał, że dziecko błagało o inicjację, a posługę trzeba pełnić w dzień i w nocy.

Istnieje jeszcze druga grupa dzieci; są to dzieci, które doświadczyły „złego dotyku”. W tej grupie są takie, które wychowywały się w rodzinach patologicznych, i od małego były przystosowywane do seksualnego zaspokajania dorosłych. Dzieci zmuszane do prostytucji, lub prostytuujące się, by przeżyć, a zatem wychowane w przeświadczeniu, że seks jest towarem, a który można coś otrzymać. Seks w placówkach wychowawczych jest rzeczą powszechną – jeśli nie jest towarem, to jest formą najtańszej rozrywki. Mogło się zatem zdarzyć, że dziecko świadomie zakradło się do łoża katabasa chcąc ciałem zapłacić za jakiś przywilej lub rzecz, lub z chęci pozyskania „haka” na wspomnianego przedstawiciela sukienkowej braci. Inne dziecko mogło chcieć wkupić się w Dealerskie łaski, a z domu wyniosło znajomość tylko takiej formy. Katabas oczywiście również i w tych przypadkach nie postawił żadnej granicy w relacjach. Być może dlatego, że sam nie posiadał dzieci, zatem trudno było się mu zdobyć na empatię, gdy jego mniejsza główka doszła do głosu. Być może właśnie dlatego, że chociaż posiadał swoje dzieci, hołdował zasadzie, że „swoje się kocha, a cudze się pier..i”.

Chrońmy nasze dzieci przed zboczeńcami przebranymi w czarne sukienki. Grają na nosie Uzależnionym od „Zbawienia” już nie tylko zza ołtarzy, ale również w środkach masowego przekazu. Zasłaniając się tajemnica spowiedzi, pielęgnują w sobie poczucie istnienia ponad prawem.

 

Dział: Polak, KATOLik
niedziela, 27 październik 2013 22:06

Zakaz oddychania

 

Zawód Dealera „Zbawienia” jest na najlepszej drodze do dołączenia go do grupy Zawodów Podwyższonego Ryzyka. Przecież nie może być tak, by biedni katabasi wciąż byli narażani na próby wciągania w czyny pedofilskie przez dzieci szukające miłości. Nie może być tak, że dziecko wrzucające do koszyczka opłatę za kolejną dawkę „Zbawienia” prowokuje do pogłaskania po główce, by potem zgłosić fakt naruszenia nietykalności osobistej i molestowania. Nie może być tak, by nieletni mieszkaniec Dominikany odurzony obietnicą wyprawy do Europy wystąpił z Dealerem w filmie przyrodniczym, a potem bezczelnie oskarżył go o czyny lubieżne, na dodatek w całej swej perfidii działania osłaniając się miejscowym ugrupowaniem przestępczym.

0 tolerancji dla pedofilii w kościele? Co to za nowomoda? Jak można pozbawiać Dealera „Zbawienia” czegoś, co od tysięcy lat było wpisane w jego zawód jako norma, standard, oczywista oczywistość? Zawsze się wprowadzało młodzież w „te sprawy” w teorii i w praktyce. Im wcześniej, tym lepiej, to przecież oczywiste. To część posługi. Przecież to grzeszny naród, a seks z księdzem - wiadomo – bez grzechu. Obcowanie z nasieniem katabasa to najwyższa forma uznania. I nagle ktoś tam na górze poddaje się naciskowi tych tępych baranów – parafian i chce wprowadzić zakaz współżycia z dziećmi. To już cios poniżej pasa – dosłownie i w przenośni. Równie dobrze można by wprowadzić zakaz oddychania.

 

Nie narażajmy Dealerów „Zbawienia” na to ziemskie piekło. Pozwólmy, by swobodnie zabrali swoje drewienka i paciorki ze szkół i przedszkoli i odeszli w swoją stronę, zanim nastąpi kolejny atak dzieci z rodzin rozbitych i patologicznych szukających miłości. ArcyLapsus tę właśnie grupę społeczną uznał za największe zagrożenie. Wprawdzie nasuwa się pytanie o to, co działo się w domu rodzinnym takiego jednego, czy drugiego Dealera, że potem mógł on zaznać zaspokojenia wyłącznie obcując z kilkulatkiem w stringach, lub wypytując ośmiolatkę o jej techniki masturbacji, ale przecież istnieje na to, jak też i na inne tego typu pytania jedna, logiczna i bezsprzeczna odpowiedź: szatan. Tylko czy na pewno na zewnątrz, a nie wewnątrz?

Dealerzy „Zbawienia” odczuwają podobno „Falę nienawiści wobec kościoła”. Do tego wszędzie, jak wiadomo, szatan hula i do złego prowadzi. „Niekiedy dziesiąta fala odbija się od brzegu i wraca… tam, skąd wyszła.” [Bolesław Prus, Powracająca Fala]. Oto nadeszła wasza dziesiąta fala. Reakcja oszukiwanego, łupionego i maltretowanego psychicznie narodu. Byliście zbyt dumni, by w parafianinie dostrzec człowieka, a nie tylko zwykłego barana, którego można strzyc na wszelakie możliwe sposoby, a on będzie to znosił z tępą pokorą. Zbagatelizowaliście rozwój nauki i techniki, oraz kanałów dystrybucji informacji. Tkwiąc mentalnie w średniowieczu, nie zważając na zmiany kulturowe pozwoliliście się wyprzedzić. Rozum od dawna góruje ponad dwoma drewienkami, a biblia niedługo spocznie w bibliotece obok Mitologii.

 

Dział: Polak, KATOLik
niedziela, 13 październik 2013 21:09

Bez przedawnienia

 

Grupa zawodowa. Pewien słynny Dominikanin stwierdził niedawno, że w „grupie zawodowej” księży wcale nie występuje więcej, niż w innych grupach zawodowych, przypadków pedofilii. Stwierdzenie to przywodzi na myśl maksymę Szadoków „każdy problem ma swoje rozwiązanie; jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu”. Dla Uzależnionych od „Zbawienia” katabas będzie zawsze łącznikiem niebieskim mogącym załatwić bilet do nieba, i wizerunku tego nie zburzy nawet Dealerskie wyznanie wszem i wobec, że kapłan to tylko zawód jak każdy inny. Firma, marketing, wpływy, zyski. Dealerzy kokainy nie płaca podatków, zatem dlaczego mieliby to robić dealerzy „Zbawienia”?

Przyprowadźcie do Mnie wasze dzieci”. Dawniej starsi ludzie na wsiach mówili o młodym mężczyźnie stroniącym od kobiet, że jest jakiś dziwny i pewnie „pójdzie na księdza”. Zatem już dawno temu baczni obserwatorzy małych społeczności zauważyli tę swoistą prawidłowość. Ogromna rzesza Dealerów „Zbawienia” prócz łatwego życia nieskalanego ciężką pracą, luksusu i władzy nad parafianami pragnęła nieskrępowanego dostępu do dzieci. Przecież nie trzeba się było specjalnie wysilać; Uzależnieni sami przyprowadzali swoje pociechy dodatkowo kreując w ich młodych umysłach wizerunek Dealera jako nieomylnego, cudownego, wspaniałego boskiego namiestnika na tym ziemskim padole, który nie popełnia czynu innego niż dobry. Zatem żyć, nie umierać i używać raju na ziemi.

Czyn pedofilski. Młody chłopiec został wykorzystany na plebanii. Dealer zamknął mu usta przysięgą milczenia, za złamanie której gwarantował grzech ciężki i kociołek smoły w piekle. Inny chłopiec otrzymał „uczciwą” propozycje nie do odrzucenia: Dealer „Zbawienia” w zamian za seks załatwi jego dziadkowi miejsce w niebie. Dealer, jak wiadomo, sam „Zbawienia” nie zażywa, zatem ani podobizny świętych, krzyże, ani tabernakulum za ścianą nie przeszkodziły mu w ejakulacji. Ważne, że wieczorne nabożeństwo odprawił już wolny od erotycznego napięcia którego zaznał wypytując o pikantne szczegóły podczas porannej spowiedzi.

Czy istnieje różnica? Czym różnią się powyższe czyny od np. gwałtu dokonanego przez piekarza na młodym chłopcu, którego udało mu się zwabić z ulicy? Obydwa są obrzydliwe i niszczą nieodwracalnie psychikę młodego człowieka. Czyn pedofilski dokonany przez Dealera „Zbawienia” zawsze ma podłoże religijne. Katabas wykorzystuje wiarę młodego człowieka popartą olbrzymim zaufaniem, jakim obdarza on osobę duchowną. To dlatego chcą siać ziarno jak najwcześniej.

Wina. Naczelny ArcyDealer wskazał niedawno winnych pedofilii w kościele. Teraz sprawę mamy wreszcie jasną! To dzieci szukające miłości pociągnęły Dealerów do złego. Ponieważ nie znalazły miłości w domach, bezpardonowo dokonały molestowania na Dealerach! Tylko wyczekiwać fali pozwów tych zwyrodnialców przez bogu ducha winnych katabasów.

Kara. Umieszczenie w Krajowym Rejestrze Pedofilów. Kastracja tępym narzędziem. Dożywotni zakaz pełnienia funkcji publicznych. Turnee po zakładach karnych, których pensjonariusze dogłębnie wytłumaczą dzieciojebcy, co to znaczy mieć członka w każdym otworze ciała. Tabletka z ołowiu – 1 szt. podobno leczy wszelakie skłonności. Dożywotnia ciężka praca fizyczna z przeniesieniem wynagrodzenia na ofiarę chuci.

Żadna nie będzie adekwatna do popełnionego czynu...

Odszkodowanie. Przepadek całego osobistego majątku Dealera. Resztę dopłaci Kuria. Bez migania się od odpowiedzialności, przecież, gdy Dealer zbierał na tacę, to miał wsparcie, dlaczego miałby go nie mieć przy transferze środków w drugą stronę?

Bez przedawnienia. Na wieki wieków. Amen.

 

Dział: Polak, KATOLik
niedziela, 06 październik 2013 19:04

Gwałty w szkołach

 

Ktoś kiedyś porównał religię do przyrodzenia; kiedy obcujesz z nią sam na sam, wszystko jest w porządku, kiedy pokazujesz na ulicy licz się z tym, że nie każdemu będzie się to podobało, a gdy próbujesz ją wepchnąć w gardło drugiego człowieka, bądź pewien, że mu się to nie spodoba. Należy uświadomić sobie pewną prawidłowość: codziennie w tysiącach szkół naszego kraju dochodzi do gwałtu na setkach tysięcy dzieci. Jest to gwałt symboliczny. Kler i jego cywilni przedstawiciele usiłują na różne irracjonalne sposoby wtłoczyć ciemnotę w umysły dzieci i młodzieży. Na biologii nauczanie o ewolucji, a na religii godzinę później o stworzeniu. To niestety standard. Jedyny pocieszający fakt w dzisiejszych czasach jest taki, że młodzież jednak korzysta ze zdobyczy nauki i techniki, i rozwija myślenie. Pyta, drąży, nie przyjmuje dogmatów, bo na swoich rodziców – lepiej lub gorzej zmagających się z ziarnem - najczęściej liczyć nie może.

Czy istnieje w placówkach oświatowych zjawisko bardziej niepokojące od obecności i drążenia klechów? Niestety tak. Obiektem numer dwa (a może jednak numer jeden?), którego poczynania powinny doprowadzić do zapalenia się u nas czerwonej lampki ostrzegawczej, jest dyrekcja szkoły stawiająca biblię ponad konstytucją. Osoba, która nie tylko nie potrafi pozostawić swoich katolskich poglądów przed drzwiami placówki, w której pełni funkcję kierowniczą, ale dodatkowo prowadzi pełną indoktrynację dzieci i młodzieży uczęszczających do wspomnianej placówki. Wszyscy pamiętamy Panią Dyrektor Szkoły Podstawowej nr 51 w Lublinie i jej wspaniały pomysł cyt. "Pamiętam o modlitwie przed i po jedzeniu", łapanki modlitewne i piątkową kontrolę zawartości mięsa w kanapkach organizowaną przez Panią Dyrektor ze szkoły w Lubczynie. Do tego szacownego grona dołączyła ostatnio Pani Dyrektor Publicznej Szkoły Podstawowej nr 27 w Rzeszowie, która zorganizowała Tydzień Kultury Chrześcijańskiej. Szanowne Panie, w znakomitej większości zapewne również w życiu prywatnym matki, jakoś nie potrafią się wykazać odrobiną empatii. Jak czułyby się posyłając swoje własne dziecko do szkoły, której dyrektor, wspaniały pedagog i nauczyciel z pasją swojego przedmiotu, a jednocześnie ortodoksyjny Żyd lub np. Satanista zorganizował w placówce tydzień kultury jedynej słusznej dla siebie wiary? Religia katolska uczy nienawiści do innowierców i ateistów. Biblijny drugi policzek dawno odszedł w zapomnienie, ataki nie następują już wyłącznie jako najlepsza obrona, ale są precyzyjnie przemyślane i uskuteczniane. Wspomniane Panie Dyrektor powinny niestety otrzymać dożywotni zakaz pełnienia funkcji publicznych w placówkach oświatowych. To najmniejsza z możliwych kar za gwałt symboliczny, potraktowanie podległej sobie państwowej placówki jako prywatnego folwarku, jawne nadużycie władzy.

Zwracam się z apelem do Rodziców: nie bądźcie bierni. Nie pozwalajcie, by w publicznych placówkach oświatowych dewoci gwałcili Wasze dzieci. Bądźcie czujni, zwalczajcie wszelakie przejawy indoktrynacji, nagłaśniajcie nadużycia. Piszcie nam o swoich doświadczeniach, czekamy na Wasze maile.

 

Dział: Polak, KATOLik
czwartek, 13 czerwiec 2013 14:52

Religia w przedszkolu cz 1. Największy dar

 

Dzieciom dzieje się krzywda. Są zastraszane i indoktrynowane. Opowiada się im o scenach rodem z horrorów. Wmawia się im winę i żąda zadośćuczynienia. I to wszystko w państwowych placówkach, za twoje podatki. Dlaczego nic nie robisz?

Dziecko wychowywane jest do służenia w pozycji na kolanach. Młody, chłonny i podatny na manipulację umysł jest skrzętnie programowany ; trzeba go zastraszyć gniewem starca na chmurce i smołą zapewnianą przez diabełki z widełkami. Cóż w tym trudnego? Postacie te są dla kilkulatka tak samo realne jak rodzice, dodatkowo jest on wystawiony na wpływ autorytetu jakim jest ksiądz lub katechetka, oraz dzięki instynktowi stadnemu bierze udział w zbiorowych, błagalnych zawodzeniach w intencji zaćpania kolejnej dawki „zbawienia”. Rodzice zamiast chronić swe dziecko przed używkami, sami wpychają je w łapy Dealerów. Oddają najważniejsze dla siebie istoty na pastwę pasożytów atakujących mózgi i ciała swych ofiar. Co jakiś czas media huczą o kolejnym ujawnionym pedofilu w sutannie, ale na Uzależnionych od „Zbawienia” jak widać to nie działa. Środowisko ludzi myślących zadaje pytanie: w jaki sposób klecha mógł wykorzystywać seksualnie młodego chłopca przez kilka lat? Owszem, nikt z nas nie jest przez cały czas bezpieczny, i takie jednostkowe wydarzenie mogło mieć miejsce: zmanipulowany chłopiec dał się zwabić na plebanię, po czym nie był w stanie przeciwstawić się siłą fizyczną dorosłemu mężczyźnie. Natychmiast po tym wydarzeniu powinien jednak opowiedzieć wszystko rodzicom, w konsekwencji czego Policja jeszcze tego samego dnia zamyka zboczeńca w areszcie. Nie z katabasami jednak te numery! Prawidłowo zaprogramowani rodzice spuszczają solidne manto „kłamliwemu” dziecku, które zaszczute i w domu, i we wspólnocie religijnej, pozostaje bez żadnej pomocy przeżywając podobne dramaty często jeszcze wiele lat.  Jak bardzo trzeba być otępiałym od ciągłego zażywania „zbawienia”, żeby nie uwierzyć własnemu dziecku? Zabić jego psychikę swoją biernością, obojętnością wobec tego, co go spotkało? Lub, co gorsza, stanąć po stronie jego oprawcy - oślizłego pasibrzucha z lepkimi rękami? Nadinterpretacja nauki „Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał” prowadzi do sprzedaży własnych dzieci w zamian za „zbawienie”. Dziecko nie jest twoją własnością, tylko chwilowo sprawujesz nad nim opiekę i nie masz prawa go sprzedawać. W zamian za kilka minut euforii pozwalasz, by twoje dziecko zostało wychowane w poczuciu winy, lękach i w wąskim światopoglądzie. Nie pozwalasz, by miało swobodny wybór i wolne myślenie.

Wielu ludzi skutecznie wyrwało swoje umysły z okowów religii. Uwolnili swoje myślenie, zanegowali papkę wtłaczaną przez kler. Wciąż nie potrafią oni jednak opuścić zagrody opatrzonej napisem „presja społeczna” czyli inaczej „co ludzie powiedzą”. Tacy ludzie posiadają swój system wartości, nie uznają za stosowne chodzenia do kościoła, nie modlą się przy byle okazji, często wierzą w to „coś, dzięki czemu wszystko istnieje”, ale nie utożsamiają tego czegoś ze starcem na chmurze. Najczęściej brak im odwagi na publiczne przyznanie się do niektórych antykościelnych myśli. Posyłają swoje dzieci na religię, popychają do uczestnictwa w sakramentach z obawy przed ostracyzmem. Chętnie żyliby pełną piersią, ale… boją się o opinię innych. I tutaj tworzy się swoisty paradoks: okazuje się, że we wspólnocie tacy ludzie stanowią zdecydowaną większość, ale ulegają rodzajowi wzajemnej hipnozy. Często wystarcza jedna osoba, by ta niewidzialna bariera pękła jak bańka mydlana. Nie należy bać się opinii innych. Często może być zbliżona do naszej, chociaż niekoniecznie spójna z opiniami głoszonymi przez media. To, że ujawnimy swoje poglądy niekoniecznie musi spowodować ostracyzm. W największej ilości przypadków opinia innych ludzi na nasz temat po prostu nie istnieje. Tak, jak często my nie mamy opinii na temat innych ludzi. Tylko małe osobowości zaprzątają swoją uwagę faktami z życia sąsiadów, bo swojego życia zazwyczaj nie mają. Swoboda we własnym myśleniu i wyrażaniu poglądów jest milion razy cenniejsza niż główna rola w teatrzyku odgrywanym przed otoczeniem. Naprawdę nie musisz „w snach kląć, a w życiu ślinić się”. Oszukać możesz wszystkich, poza sobą.

Religia  coraz częściej traktowana jest w systemie 3Z, czyli Zakuć, Zdać i Zapomnieć. Dzieci i młodzież popychane są w kierunku „zdobywania” sakramentów bo „a nuż się przyda”.  Wielu katabasów traktuje ją jak zawód, ale przecież dobry sprzedawca sprzeda wszystko, a najgorszy Dealer to taki, który sam ćpa swój towar…

 

 

Visitor counter, Heat Map, Conversion tracking, Search Rank

Kalendarz

« Wrzesień 2017 »
Pn Wt Śr Czw Pt Sb Nie
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  

Odwiedź koniecznie:

Użytkownicy

Statystyki odwiedzin

5416513
Dzisiaj
Wczoraj
Ten tydzień
Ostatni tydzień
Ten miesiąc
Ostatni miesiąc
Wszystkie
8693
19303
8693
5261573
500420
676145
5416513

Twoje IP: 54.198.165.74
2017-09-24 10:38:44