wtorek, 19 listopad 2013 09:52

Stringi ze złota i cierniowa korona

 

Oj dawno mnie tutaj nie było, bo praca zgnębiła i życie dopiekło. Czasu brak, a głowa pełna myśli i pytań, które wreszcie doczekały się swoich pięciu minut przy klawiaturze...

Obecnie przygotowuję się do ślubu (a tak, mój luby się określił, ja entuzjastycznie się zgodziłam i zaczęliśmy ten paranoiczny taniec z władzami kościoła, na który decydują się młodzi i zakochani idealiści), który przyczynił się już teraz do licznych stresów u mnie i u narzeczonego. Myśleliśmy naiwnie że to prosta sprawa, że "po kosztach" polecimy i zrobimy sobie skromny obiadek dla najbliższych, a dla przyjaciół na drugi dzień ognisko z kiełbaskami i kaszanką. Mieliśmy pomysł na oszczędność, poprosiliśmy znajomych żeby zamiast prezentów i badyli flaszkę przynieśli na imprezę (głupia wódka potrafi strasznie przenicować kieszenie), zamiast sali wypasionej remizę za 200 zł wynajęliśmy, zamiast strojenia kościoła i sali postanowiliśmy pożyczyć od kolegi serducha z organzy na brystolu, żeby je najzwyczajniej w świecie powiesić za krzesłami dla młodych, a zaproszenia sami projektujemy i wycinamy, tak żeby nawet to 100 zł zredukować do 20 zł. Wszystko cacy, oszczędność nasza rośnie do epickich rozmiarów, wszyscy pozytywnie zaskoczeni pomysłem na ognisko....i tylko jedna osoba patrzy na nas krzywo.

Kiedy postanowiliśmy się zainteresować bardziej merytorycznie całą ceremonią zaślubin okazało się, że nie jest to już taka prosta do cięć kosztów sprawa. Są jednak rzeczy, za które trzeba słono zapłacić, żeby nie stracić przypadkiem nawet na chwilę świadomości, jak ważną i CENNĄ ceremonię mamy przed sobą. Kto to przeszedł, już dobrze rozumie, co mam na myśli. Otóż ksiądz za samo wywieszenie kartki wyrwanej z zeszyty i wypisanej odręcznie niemalże na kolanie, bierze jakieś 150-200 zł. To sławetne "zapowiedzi", które są warunkiem koniecznym, żeby móc wziąć ślub. Kolejne koszta to opłata dla księdza za zaszczyt udzielenia przez niego ślubu, który to kosztuje około 700-800 zł (wiem, że w każdej miejscowości jest nieco inaczej, ale w mojej tak właśnie plasują się te ceny). Kościelny też swoją dolę ma dostać, czyli jakieś 100-150 zł, bo przecież zapalenie świateł w kościele i obejście wszystkich uczestników z koszyczkiem na ofiary to ciężka i niewdzięczna praca! Jeszcze jeden koszt, o którym nie można zapomnieć to opłata dla organisty, który swoim rzewnym pianiem będzie skutecznie odstraszać wrony z dzwonnicy i nieproszonych uczestników uroczystości (potencjalnych absztyfikantów panny młodej, lub fanek pana młodego). To kolejne 100 zł, które wyszarpać sobie należy ze swojej krwawicy, bo takie są reguły tej gry. Kasa idzie więc do księżej kieszeni całkiem konkretna, a my z duszą na ramieniu wypatrujemy kolejnych kosztów. Aż korci człowieka, żeby palnąć że przecież papież prosił i apelował, żeby za sakramenty nie pobierać opłat, bo to przecież kościół jest dla człowieka, a nie na odwrót. Aż kusi żeby nagrać dziada na dyktafon, jak odpowiada na taki pomysł i jak się odnosi do słów swojego głównego przełożonego (którego słowa powinny być dla niego świętością).

Niesmak i rozgoryczenie - oto co czują przyszli małżonkowie, zamiast radości i ekscytacji, że już wkrótce przed nimi niezapomniane ( i jedne z najważniejszych w życiu ) chwile. Ksiądz zaciera rączki, bo kasa konkretna za godzinkę zwykłej roboty, a młodzi skubią złotówki żeby uzbierać na coś, co im się należy za darmo. Chcąc uniknąć takiego czyszczenia kieszeni postanowiliśmy więc z narzeczonym przenieść ceremonię do pobliskiego klasztoru, w którym braciszkowie biorą "co łaska", a jeżeli Młodych nie stać nawet na tyle, to z radością udzielą sakramentu za darmo, bo to dla nich radość, że ktoś chce żyć "po bożemu", zgodnie z zasadami swojej wiary. Niestety proboszczowi z rodzimej parafii to nie w smak, więc i tak trzeba mu będzie zabulić za zapowiedzi (przypominam 200 zł za kartkę wyrwaną z zeszytu, powieszoną na tablicy przed kościołem) i za pozwolenie na ceremonię poza rodzimą parafią (kolejna kartka za jakieś 300 zł). Najlepsze w tym wszystkim jest to, że pan ksiądz nie musi się spowiadać ze swoich zarobków ani swoim przełożonym, ani pracownikom urzędu podatkowego, ponieważ to przecież kwoty "co łaska", nie ma on obowiązku prowadzenia kasy fiskalnej i nie obowiązują go też stałe opłaty, które byłyby takie same w całej Polsce. Tak więc szlag mnie trafia, bo ksiądz proboszcz jeździ landroverem (czy jak się tam nazywa to wielgachne, błyszczące cacuszko którym się rozbija po naszym miasteczku), na szyi nosi złoty łańcuch grubości obroży dla pitbula, a na nosie letnią porą pysznią mu się ciemne okulary z dyskretnym znaczkiem CK na oprawce. A my z narzeczonym? najczęściej chodzimy na nogach, bo auto to stary polonez w moim wieku, który wiecznie się psuje, nasz ulubiony butik to magazyn odzieży używanej a biżuteria to ten pierścionek zaręczynowy, którego koszt to jedno ogniwo w łańcuchu księdza.

Żalić się mogłabym jeszcze długo, ale wiem że nie ma sensu, bo to stary jak nasza wiara system, który mia więcej fanatycznych zwolenników niż rozsądnych przeciwników. Wiem również, że w momencie kiedy spróbuję stawić temu opór i głośno zaprotestuję przeciw płaceniu za swoją wiarę haraczu, to cała masa moherów i czarnych pognębi mnie i przeklnie, bo przecież "kościół za coś musi się utrzymywać", a jeżeli chcę brać ślub, to muszę za to zapłacić. Narzeczony blednie coraz bardziej, a mi skacze ciśnienie krwi, dzięki czemu wyglądamy już jak nasza narodowa flaga, pod którą dzieją się takie dziwy i cuda, że nawet papieżowi Franciszkowi się nie śniły podobne.

O kolejnych przeszkodach i przeżyciach, które spotykają przyszłych Państwa Młodych, będę pisać na bieżąco.

 

Dział: Co łaska
poniedziałek, 29 kwiecień 2013 22:20

Co łaska...

Ab ovo...

 

tak się "przyglądam" Waszym "czarnym myślom" i przyznam, że bardzo miło mi się dzieje w mojej głowie. Nie wiem, skąd pochodzicie, jaki fach macie w rękach i co Was jeszcze męczy w głębi, ale wiem jedno, płyniemy jedną wielką "łodzią" w znane i nieznane obszary tego      p r a w d z i w e g o  skrawka świata, który w tych czasach, jest u większości populacji "ludu"  tematem t a b u ...

 

...pewnie, możnaby nas nazwać: lożą szyderców...pewnie!!! Tylko, czy uważne obserwacje tego, co tak wbija mi/nam gwóźdź w palce lub inne części ciała:-), są powodem do takich ocen? Jasne!!!

 

Od zarania słyszysz: Co łaska...

 

Nie ma to, jak drobny dateczek na dom boży...co łaska: 100 pln, 200 pln...i więcej, już nawet ust pewnie ksiąciunio nie otworzy, żeby swoją powinność "uczynić", banda hipokrytów!!!

Wielce mi powołani, do czego pytam? Do tego, żeby sprzedać swoje "usługi", bynajmniej nie wypełnić wolę bożą, o której "śpiewają" co mszę, co "ucztę"...

 

Pewien skromny człowiek, obarczony pochówkiem bliskiej osoby, poszedł do księdza opłatę za obrządek uiścić, zapytał grzecznie: ile się należy za owo "dzieło"?

 

 - co łaska... - odparł men in black -... 550 złotych!!!

 

Stoicka postawa owego "parafianina" była jakże przecudna - uśmiechnął się lekko - spojrzawszy w sufit ( no przecież nie w niebo:-)) - położył na tacy 80 złotych i wyszedł...

 

i tak oto właśnie, co łaska się stała, ksiądz, gdyby mógł, pewnie cisnąłby piorunem, gdyby taki miał w sukmanie, a tak, to podwinął kopytka i znikł...daję sobie pukiel włosów wyrwać ( a są mi niezwykle bezcenne), że "funkcjonariusz boży" ostro się wpienił:-), nawet na słynne Bóg zapłać nie było go stać, ale to już zupełnie inna historia...

 

 

Dział: Co łaska
Visitor counter, Heat Map, Conversion tracking, Search Rank

Kalendarz

« Maj 2017 »
Pn Wt Śr Czw Pt Sb Nie
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        

Odwiedź koniecznie:

Użytkownicy

Statystyki odwiedzin

2890838
Dzisiaj
Wczoraj
Ten tydzień
Ostatni tydzień
Ten miesiąc
Ostatni miesiąc
Wszystkie
5581
21131
26712
2713149
640064
652582
2890838

Twoje IP: 54.161.77.58
2017-05-29 06:05:00