Polak, KATOLik

Polak, KATOLik (21)

piątek, 26 lipiec 2013 21:09

Isia, czyli (Nie) wstydzę sie Jezusa

Napisał

 

Ostatnimi czasy głośno jest o usunięciu Agnieszki Radwańskiej z akcji pod nic nie mówiącym tytułem „Nie wstydzę się Jezusa”. Do pewnego czasu Isia chętnie pokazywała swoją twarz w związku ze wspomnianym ruszeniem pospolitym; nawet piłeczki układały się zawsze jak trzeba i w to imię, które trzeba. Nic jednak nie trwa wiecznie (nawet haj po zaznaniu „Zbawienia” na niedzielnym spędzie) i nasza zielonopiłeczkowa odbijaczka popadła w Dealerskie niełaski. „Jak to się stało?” - zdają się wołać tłumy radiem sterowane. Ano bardzo prosto. Otóż Isia pewnego pięknego dnia miast twarzy pokazała pupę, i to dokładnie w takiej wersji, w jakiej ją rzekomy stwórca na ten ziemski padół zesłał, czyli absolutnie bez niczego. Dosyć tego było Katabasom: nie dość, że dziewczyna świetnie zarabia za jakieś tam bieganie za piłeczkami, to jeszcze, miast przeznaczyć całość dochodu na „Zbawienie”, najzwyczajniej się wypina! Publicznie pokazuje, że ma Dealerską brać w du...żym poważaniu.

Nie wszystko jednak stracone! Pielgrzymka na kolanach do Stolecnicy i błaganie o odpust to jedyne wyjście. Potem już tylko przelew na wskazane konto i spokojnie można się znów cieszyć czystym sumieniem. Oczywiście wcześniej trzeba wykupić wszelakie prawa autorskie i istniejące egzemplarze fotek i komisyjnie spalić je przy właściwych jękach przynajmniej na Jasnej Górze. Dealerzy obwieszczą Cud, którego można doświadczyć podążając drogą zwaną w skrócie „przez pupę do „Zbawienia””, a patronką jego zostanie oczywiście Isia. Dealerzy zajmą się w spokoju pupami Uzależnionych, Isia ganianiem za zielonymi piłeczkami i kolejny Wielki Konflikt na Tle Religijnym zostanie zażegnany. Ale Luja!

 

piątek, 28 czerwiec 2013 14:11

Zdobywanie leveli

Napisała

 

O pierwszej komunii świętej już całkiem sporo pisałam. Temat rzeka, można by powiedzieć! Czy uważacie, że wyczerpałam go w wystarczającym stopniu? Bo ja myślę, że jeszcze nie. Po zmieszczeniu kilku zdań z mojego ostatniego wpisu na kilku forach ze zgrozą odkryłam, że internauci bardzo często zarzucają mi fatalny sposób wychowywania własnych dzieci (sic! Przecież ja ich nie mam!) i że to wyłączna wina takich rodziców jak ja, że dzieciaki dzisiaj są takie płytkie i materialistyczne. Mało kto przyznaje, że jakaś część winy leży po stronie kleru. Jak się okazuje, ksiądz w Polsce nadal stanowi jakąś siłę wyższą, zesłaną nam tutaj przez samego Boga po to, aby strzegł naszej moralności i dobrego prowadzenia się, oraz żeby chronił nas przez zbytnio wybujałą autonomią. Nie rozumiem tylko przy tym wszystkim – i tych zarzutach w stosunku do mnie i przy ślepym zaufaniu dla facetów w czerni – dlaczego nikt nie zwrócił uwagi na tezę, którą wysnułam niejednokrotnie w moich tekstach. Ludzie powinni się decydować na przyjęcie wiary – jakakolwiek by ona nie była – dopiero w wieku przynajmniej tych 18 lat! Skoro musimy być pełnoletni aby spożywać alkohol, to czy nie powinniśmy być również pełnoletni przy wyborze tak istotnej dla naszego życia decyzji?! Przeciwników tego rodzaju idei jest ogromna rzesza, a ja nawet wiem dlaczego. Gdyby ludzie mogli samodzielnie i dobrowolnie wstępować do kościoła to okazało by się, że osób wierzących w naszym kraju jest tyle co Chińczyków – czyli nieco mniej niż przyjmuje się obecnie. Naturalnie zawsze występowałaby grupa, która przyjmowałaby chrzest i kolejne po nim sakramenty tylko dla „świętego spokoju”, żeby rodzina się nie czepiała, ale nadal byłaby to mniejsza „drużyna” niż obecnie. Po co ludzie dzisiaj uczestniczą w „zdobywaniu leweli”? Rozmawiałam z grupą 13-to latków, którzy już jakiś czas temu przeżyli swoją pierwszą komunię. Oto, co uzyskałam z tej rozmowy:

JA: Pamiętasz swoją komunię?

13-latkowie (ich odpowiedzi pokrywały się ze sobą do tego stopnia, że postanowiłam zbudować z nich jeden dialog, ale nie zmienia to faktu że rozmów było około 6-7): No coś tam pamiętam. Fajnie było, bo dostałem/łam....(w tym momencie wysłuchiwałam listy prezentów, zakodowanej w łepetynce dzieciaka jak mantra)

JA: A coś poza prezentami pamiętasz? Pamiętasz czego się uczyłeś i o czym się dowiedziałeś?

13-ki: Niee, już nie. No może „Ojcze nasz”, ale niecałe.

JA: A sens ogólny komunii? Pamiętasz po co ci to było?

13-ki: No że do kościoła mnie przyjmują i że teraz do komunii mogę chodzić

JA: No a co sam myślisz o komunii? Potrzebne ci to było?

13-ki: W sumie to nie. Fajne prezenty dostałem/łam i kasy sporo. Ale komunia to nie wiem po co mi, i tak do kościoła nie chodzę.

JA: Jak to? Do spowiedzi i do komunii też nie?

13-ki: Nie. Nie mam czasu. Rodzice też nie chodzą, to po co ja mam chodzić?

JA: Wierzysz w Boga?

13-ki: Trochę chyba wierzę. Nie zastanawiam się nad tym. Nie wiem po co mi religia.

Wynik mojej rozmowy nie był pocieszający. Potwierdziło się tylko to, co już wcześniej zakładałam: Przez fakt narzucania dzieciom jakiejkolwiek ideologii lub zasad, stają się one jedynie obojętnymi i bezmyślnymi owcami, które są bezużytecznymi zwierzętami, a nie inteligentnymi i wartościowymi dowodami na istnienie Pana. Ludzie wierzą dzisiaj w Boga jak te owce w elektrycznego pastucha: Czy ta wiara ma jakąkolwiek wartość i sens?

Przejdźmy dalej: wiemy już, że dzieciaki dzisiaj nie wierzą, albo nie zastanawiają się nawet, czy wierzą. Do komunii idą, bo chcą tego rodzice, dziadkowie i sąsiedzi, a poza tym mają z tego kasę i prezenty, więc dlaczego nie? Zastanówmy się zatem, jak wygląda ta wiara kilka lat później, kiedy przechodzimy do następnego „lewelu” wtajemniczenia. Następnym w kolejce do odbębnienia, bardzo ważnym rytuałem jest bierzmowanie. Sama je przeszłam i gdzieś na dnie szuflady mam papier potwierdzający, że otrzymałam to swoje trzecie imię i że Duch Święty mnie pobłogosławił, czy coś tam takiego. Szczerze? Nawet nie wiem po co przechodzi się bierzmowanie. Jedynym powodem jaki pamiętam to to, że będę mogła wziąć ślub i być matką chrzestną. Jeżeli natomiast chodzi o wartość duchową, którą sakrament bierzmowania powinien we mnie rozwinąć, to system znowu zawiódł. Rozmawiając z kolejną grupą, tyle że już ludzi prawie dorosłych i dorosłych zupełnie, odkryłam że nawet w okresie późniejszym nie jesteśmy jakoś w stanie za bardzo się zagłębić w duchowy aspekt naszej wiary. Do bierzmowania nadal podchodzi się po to, żeby mieć ten papier „w razie czego”, żeby nie było w przyszłości problemów z ślubami, chrzcinami i innymi bajerami. Jest to przykra konsekwencja wcześniejszego tresowania nas w wierze, a nie uczenia jej. W końcu czym skorupka za młodu....czyż nie?

 

 

sobota, 01 czerwiec 2013 01:35

Rachunek sumienia cz.1 Pytania

Napisał

 

W życiu każdego człowieka, który ponoć różni się od zwierząt posiadaniem rozumu, nadchodzi taki moment, w którym zadaje on sobie jak jedno z podstawowych, pytanie „w co wierzę?” U wielu ludzi, którym od dzieciństwa programowano przynależność do jakiejś religii, oprogramowanie wykonuje skok do odpowiedniej komórki w bazie danych, i pobiera znajdującą się tam wartość. W przypadku większości rodaków, wartość ta zawiera się w stwierdzeniu „w boga”. Jeśli u Ciebie również wystąpiła ta sama wartość, skorzystaj z największego daru od stwórcy – swojego rozumu – i zadaj sobie jeszcze kilka dodatkowych pytań:

Czy moja wiara jest zawsze we mnie obecna? Czy sięgam po nią wyłącznie w sytuacjach zagrożenia? Czy odczuwam złość i rozczarowanie, jeśli to, o co się modlę, nie zostanie mi dane?

Czy nie mam fałszywej pewności w zdobyciu „zbawienia”? Czy nie uważam, że odstanie w kościele godzinki w niedzielę i święta i parę złotych położone na tacę, to gwarancja życia wiecznego na chmurce?

Czy nie sprzeciwiam się uznanej prawdzie chrześcijańskiej? Czy wierzę w gadającego węża? Czy uznaję grzech pierworodny za swój? Czy wierzę, że za złe uczynki czeka mnie kociołek smoły sponsorowany przez diabełki z widełkami? Czy wierzę bez negacji we wszystko, co podają pośrednicy kościelni?

Czy szczerze i bez zazdrości życzę bliźniemu łaski bożej? Czy jestem gotowy utłuc go tuż za bramą kościelną? Czy na polecenie stolicy apostolskiej złapałbym za miecz i wyciął w pień innowierców w imię zwłok na dwóch drewienkach? Czy nie uważam osób gorzej ubranych w kościele za niegodnych, a lepiej ubranych za tym bardziej niegodnych? Czy przypadkiem nie traktuję nie-katolików z góry? Czy nie wyszydzam ludzi którzy nie wierzą, jak ja, w starca na chmurze?

Czy przeczytałem ze zrozumieniem Pismo Święte, skoro się tak często na nie powołuję? Czy rozważam jego treść? Czy żyję według 10 przykazań? Czy stronię od 7 grzechów głównych?

Czy uważam, że mogę przeżyć swoje życie ulegając wszelakim możliwym pokusom, a pokutę i nawrócenie odłożyć do chwili śmierci? Czy moje życie nie jest przypadkiem teatrzykiem odegranym przed ludźmi w obawie przed ostracyzmem?

Czas na samodzielne myślenie. Pytaj, dociekaj, neguj. Nie bądź bierny, nie pozwól, by sekty zawładnęły Twoim myśleniem. Sprawdź, czy naprawdę nic nie ma za Twoim obecnym horyzontem...

 

 

środa, 22 maj 2013 17:25

KAZANIE II - STRACH PRZED KRZYŻEM

Napisała

 

Kiedy byłam mała, miałam powracający koszmar. Śniło mi się, że za kotarą wiszącą w dużym pokoju ukrywa się ogromny Jezus na krzyżu, skaczący na jego trzonie jak na gigantycznej nodze. Ten koszmar miał taką moc nade mną, że w końcu zaczęłam się go obawiać nawet w środku dnia, zawsze wtedy, kiedy zostawałam w pokoju sama. Bałam się tego, że ten „straszny Jezus” wyjdzie zza kotary i skacząc na swojej „nodze” przyjdzie po mnie i coś mi zrobi za karę, że jestem taka zła i niedobra. Ta wizja Jezusa za zasłoną towarzyszyła mi z grubsza przez 2-3 lata, aż do ukończenia 5 klasy podstawówki. Teraz, kiedy o tym myślę, dociera do mnie jaką koszmarną sieczkę z mózgu zrobiły mi lekcje religii i kazania w kościele. Sama przecież bym tego Jezusa nie wymyśliła, ani tego że ON przyjdzie po mnie za karę! Dzisiejszy styl uczenia religii w szkołach i kościołach niczym się tak właściwie nie różni od tego, który był uskuteczniany w moich dziecięcych latach. Przeraża mnie świadomość, że moje przyszłe dzieci będą straszone w ten sam sposób co ja, i że będą one miały swoje własne koszmary o Męce Pańskiej i o swojej odpowiedzialności za nią. Pytam się w tym miejscu grzecznie, czy właściwe i konieczne jest opowiadanie szkrabom z przedszkola i pierwszych klas podstawowych o biczowaniu, koronowaniu cierniami, krwawieniu, upokarzaniu, biciu i w końcu przybijaniu żywcem do krzyża oraz przebijaniu włócznią jakiegoś człowieka? Czy w porządku jest obciążanie sumienia dziecka pojęciem grzechu pierworodnego? Czy powinno się tłumaczyć takiemu bąbelkowi, że ktoś tam kiedyś został skatowany i uśmiercony w wyjątkowo paskudny sposób, ponieważ on- czyli rzeczony bąbelek właśnie – jest grzeszny już teraz i będzie przez całe swoje życie? Coś tu jednak nie gra, prawda? Reasumując: chrześcijaństwo uważane jest za jedną z najbardziej radosnych i optymistycznych religii na świecie, ponieważ mówi o nieskończoności życia jako takiego i o miłości jako wartości największej – piękne, prawda? Tymczasem z lekcji i z mszy w kościele można wynieść zupełnie inne wnioski. Dziecko uczy się tutaj od samego początku, że jest już na wstępie winne i złe, a całym swoim życiem powinno się starać odkupić tą winę, błagać o przebaczenie i modlić się, żeby być godnym dostąpienia łaski Pańskiej. Smutna ta nasza religia okrutnie... nic tylko się schować pod kocem i czekać na ten obiecany sąd, a później już relaks w kociołku i drapanie po pleckach widełkami – może przynajmniej już nikt nie będzie w nas wzbudzać ciągłego wyrzutu sumienia.

 

 

niedziela, 12 maj 2013 09:36

KAZANIE

Napisała

 

Czy wiecie może do czego służy kazanie w kościele? Otóż chodzi tutaj o funkcję dydaktyczną. Kazanie to jak lekcja w szkole – macie się zadziwić, dowiedzieć czegoś nowego, przeanalizować w duchu i zapamiętać najważniejsze elementy, które teoretycznie mają Was wzbogacić w sposób trwały intelektualnie i duchowo. Piękne, prawda? Szkoda że gówno warte. Kiedy od czasu do czasu pójdę już do tego kościoła, to niestety kazanie jest dla mnie najbardziej drażniącym momentem w ciągu tych kilkudziesięciu minut – gorszym nawet niż pianie „zarzynanego” organisty. Kazania w Polskim kościele są nudne i prostackie, klepane jak te lekcje właśnie, które nauczyciel spisał sobie 20 lat temu w kajeciku i teraz rok w rok odczytuje je kolejnym baranom. Równie dobrze mości „książę” mógłby porobić kserokopie i rozdawać wiernym raz w roku jako zebrany podręcznik na cały rok – ba! Na całą kadencję „księciunia”! A jakie tam głupoty! Jakie dyrdymały! Toż to obraża każdego, kto chociaż odrobinę myśli samodzielnie, kto liceum jako tako skończył. Ileż to bzdur jest nam wbijanych z ambony! Sami z pewnością potrafilibyście z powodzeniem przytoczyć choć kilka przykładów rażącej niekompetencji i po prostu głupoty ze strony księży. W mojej własnej parafii książunio uparcie przez kolejnych 20 lat wykładał lekcje historii o państwach, które już dawno zniknęły z map, a robił to w taki sposób, że później na lekcjach geografii pani nauczycielka musiała dzieciaczkom tłumaczyć, że Czechosłowacja już nie istnieje. Ale jak to nie istnieje? No przecież ksiądz w kościele mówił o niej z 10 minut i to w takim kontekście, że nie dość że istnieje to jeszcze zajmuje znaczącą pozycję na arenie międzynarodowej! Inny ksiądz chciał zabłysnąć i mitologią grecką wsparł własne racje i poglądy, tylko że mu coś nie wyszło, bo oznajmił iż to sam Dedal upadł do morza i za swoją dumę zapłacił. Niedawno całkiem książunio z mojej parafii zrobił wykład o złośliwości i bezwzględności wrednych Żydów.... a ludzie słuchają i kodują sobie, że te Żydy to jednak skur.... . Czyli co? Jezusek też taki był? To On na naszą łaskawą sympatię zasłużył dopiero po chrzcie w wieku już słusznym? Zabawne by to wszystko było gdyby nie fakt, że tym sposobem społeczność pro-chrześcijańska nam durnieje. Męczy mnie jedno: skoro tyle błędów i nieścisłości wyłapuję podczas kazania, to ile głupot i kłamstw mi umyka? OK, wiem że Dedal nie zleciał tylko jego syn, więc księdzu nie uwierzę, ale ile jest bzdur w pozostałej części kazania? W ile z nich uwierzyłam? Ile z nich stanowi teraz dla mnie jeden z filarów mojej własnej wiary? Bo podchodząc do sprawy czysto dydaktycznie trzeba powiedzieć, że skoro w równaniu zaistnieje tylko jeden nawet błąd, to całe wyliczenia i wynik po nim następujące są guzik warte i całkowicie mylne.

 

 

niedziela, 05 maj 2013 22:57

Prawda w oczy KatOLE...

Napisała

...tak oto długi weekend majowy w pośpiechu oczy zamyka, jak CI, których nieme światło z niebios oślepia:-)
 
Prawda w oczy, K a t O LE...
 
Pewnej letniej nocy przyszło na świat dziecko, piękne, jak dla każdej matki być powinno ( oczywiście pomijam wyjątki), dla tej było spełnieniem, cudem, wiadomego pochodzenia:-)
 
Wielu na informację o pojawieniu się istotki, cieszyło się prawdziwie...ale medal ma dwie strony, inni byli zszokowani, bo, jak tak można dziecię stworzyć, jak się nie jest w związku małżeńskim?! To grzech!!! Temat chrzcin rzecz jasna, również został poruszony...
 
- to kiedy chrzciny? - zapytali "głęboko" wierzący,
- my nie zamierzamy ochrzcić  naszego dziecka!!!
- jak to? tak bez chrztu dziecko chcecie "chować"?
- a co? chrzest, to tlen, że nie da się bez niego żyć??
- ale my Was ochrzciliśmy!!!
- a czy my o tego chcieliśmy??
 
Nie, nie chcieliśmy tego, jak i innych "cudacznych" rzeczy, które nie miały dla nas znaczenia, więc teraz, kiedy dojrzeliśmy i zrozumieliśmy wiele z tego świata, świadomie mówimy: stop chrzcinom i tym podobnym ceregielom, nasz potomek, zostanie wychowany w wolnej myśli a nie w tej "z e p s u t e j" - zrozumiano?!
 - jak tak, to rodziny nie ma!!!
 
Ręce opadają, na tych, którzy stępiony umysł mają a co gorsza , powiem nawet, że brak im rozumu,  nic tylko ślepo wpatrzeni w kawałek drewna - za nic mają prawdę własnych dzieci, zawieszeni, jak stadko ciem przy świetle - które ponoć wskazuje drogę, a tak w rzeczywistości wypala ich kawałek po kawałku...no ale przecież żyją zgodnie z dekalogiem ...taaaak, ciekawe z którym!? Wiem!  Z dekalogiem hipokrytów.

 

 

sobota, 04 maj 2013 14:09

Antychryst

Napisała

   Moja babcia należy do tych bardziej religijnych. Modli się przynajmniej dwa razy dziennie, słucha uważnie księdza w kościele i przestrzega przykazań. No z grubsza przestrzega, bo tak do końca to chyba nie rozumie nawet o czym one są – podobnie zresztą jak te klepane przez nią modlitwy i koronki, które wyrzuca z siebie z prędkością karabinu maszynowego. Moja babcia nie zastanawia się nad sensem słów, które z takim oddaniem powtarza od kilkudziesięciu lat. Moja babcia to „fanka idealna”, bo totalnie zależna i ufna. Nie zrozumcie mnie źle, ale drażni mnie okrutnie fakt, że moja ukochana babunia tak łatwo daje się omotać mości panu z radia M. Renty nie wysyła (o dzięki niebiosom chociaż za to!), ale słucha uważnie i koduje. Że Palikot to zło, że wszelkie odmienności to zło, że jest tylko jedna właściwa orientacja – religijna, polityczna i seksualna, że przeciwnicy wielkiego ojca R. to źli, których należałoby postawić pod jednym murem z Żydami. Kto nie wierzy, niech posłucha sam – nie zapomnijcie zanotować numeru konta, które z nużącą regularnością podają kochanym radiosłuchaczom! Mojej babuni jakoś nigdy nie przyszło do głowy, że przecież to co mówią w kościele z ambony i to, co słyszy w radiu M. jakoś tak dziwnie się gryzie z tym, co niby stoi bykiem w Biblii. Księga mówi, że kochać należy bliźniego swego i nie ma tam wyszczególnienia, kto tym bliźnim jest a kto nie – tymczasem ksiądz z ambony grzmi na tych i owych, palcem wytyka i piekłem grozi, podprogowo zaszczepia nienawiść międzywyznaniową, Żydów piętnuje i kapłanów innych wyznań (wiecznie tylko „Żydzi to...Żydzi tamto...”, „Faryzeusze to...faryzeusze tamto...” itd., itp.), a Ojciec R. to już nawet się nie kryje i wprost do ludu wali, że Żyd to zło najgorsze, bo Pana Jezuska zasztachtował. Podobnych przykładów rażących sprzeczności jest cała masa, ale jakoś nie chce mi się tutaj całej Biblii krok po kroku przytaczać. Dlaczego ja o tym? Bo mnie już drażni ten religijny bełkot i zakłamanie. Boli mnie że z Biblii robi się „Młot na czarownice”, i że ja jestem jedną z tępionych – wyklętych niepraktykujących. Moja własna babcia napadła mnie kilka lat temu z pretensjami, że antychrystem jestem, bo do kościoła nie chodzę, i że ona modli się za mnie, żebym do piekła za to nie poszła. No żesz ty kur.....!! Ja się nie wtrącam w jej ślepe poddaństwo, a ona mi tu będzie od antychrystów wyzywać?! To ja się pytam babuni:”A ile ty babciu rozumiesz z tych modlitw, co je klepiesz? Wiesz może przypadkiem, co dosłownie znaczy ZRODZONY A NIE STWORZONY? I dlaczego został ZRODZONY?” - babcia oczywiście nie wiedziała. „A wiesz może, że Jezus urodził się latem, a nie zimą, tylko że dopasowano tą letnią rocznicę do pory zimowej, bo akurat wtedy pogańskie święto wypadało i tym podstępem zaszczepiono Jezuska w pogańskich obyczajach?” - babcia zszokowana nie wiedziała. „No a czy zdajesz sobie sprawę z tego, że twój ukochany ksiądz R. wyzywa na Żydów, a przecież sam Jezus był Żydem, Maryja i Józef też, no i cała ta ferajna, co się za nimi włóczyła?” - babcia niby wie, ale jakoś tą świadomość wypiera. Oburzona dała mi w końcu spokój. Modli się jednak dalej, tylko już sama nie wiem czy o mój powrót na łono kościoła czy też o to, żeby wyplewić ze mnie ziarno myślenia i tą „chorą” chęć do UCZENIA SIĘ PRAWDY o chrześcijaństwie. Bo przecież prawdziwy katolik to taki, który nie myśli i się nie zastanawia, tylko chyli czoła przed potęgą kościoła i zarządzającego nim kleru.

Strona 2 z 2
Visitor counter, Heat Map, Conversion tracking, Search Rank

Kalendarz

« Lipiec 2017 »
Pn Wt Śr Czw Pt Sb Nie
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

Odwiedź koniecznie:

Użytkownicy

Statystyki odwiedzin

4162812
Dzisiaj
Wczoraj
Ten tydzień
Ostatni tydzień
Ten miesiąc
Ostatni miesiąc
Wszystkie
3673
20549
105933
3911672
571558
642533
4162812

Twoje IP: 54.198.147.221
2017-07-28 04:32:49