Polak, KATOLik

Polak, KATOLik (21)

niedziela, 29 listopad 2015 22:14

Zaklęty krąg cz 4. Upraszczanie

Napisał

 Martwi w chwili przyjścia na ten świat.

 To ich wybór, dlaczego tego nie dostrzegasz?

 Charles Michael Schuldiner – Born dead

- Ten ksiądz to chyba oszalał! - oświadczyła niewielkiej grupce znajomych Ela, mama 10-letniego Michała, oraz 6-letniego Kacpra, kolegi Okrucha – kilka wieczorów poświęciliśmy z Michałkiem na wałkowanie jakichś listów jakiegoś tam świętego, i Michałek znał je doskonale i co? Wstawił mu tróję! I to z minusem! Za co? Spytał go, ile jest tych listów, a gdy Michał zaczął je wymieniać, ten mu przerwał i podsumował, że pewnie nie chciało się Michałkowi przygotować. No wiecie??? Zadaje jakieś bzdury, modlitwy na ocenę, dzieci chodzą do kościoła na kartki! - kontynuowała oburzona.

- To dlaczego nic z tym nie zrobicie? - spytałem.

- Jak to? - oczy Eli przybrały rozmiar pięciozłotówek.

- Jest was tylu w podobnej sytuacji, że możecie z plebanem nawiązać dialog, ewentualnie poruszyć temat z jego przełożonymi. Jeśli nic nie robicie, to nie dziwcie się, że on robi, co chce.

- Ale to nic nie da – z poczuciem beznadziei odparła Ela.

- Jeśli nie spróbujecie, to na pewno nic z tego nie będzie – odparłem. Jeżeli tak cię to bulwersuje, to dlaczego nie wypiszesz Michała z religii?

- U niego w klasie wszyscy chodzą – burknęła nieco oburzona.

- Za to u Kacpra i Okrucha nie wszyscy...

- Ale ja się nie wyłamię! - oburzenie Eli delikatnie narastało – Ja nie potrafię walczyć. Upraszczam jak tylko mogę.

Spolegliwość jako wirus. Wirus wywołujący otępienie, bezwładność, podatność na sterowanie. Otępienie prowadzące do śmierci. Śmierć może być powolna, ofiarą targają jeszcze jakiś czas przebłyski świadomości, że coś jest nie tak. „Poleruję brązy na Titanicu” kontra „Jedenaste – nie wychylaj się”. Nieprawdą jest stwierdzenie, które głosi, że ten nie popełnia błędów, kto nic nie robi, gdyż to właśnie brak działania jest błędem największym. Śmierć może być szybka. Wystarczy zażyć „Zbawienie”, by dołączyć do grona żywych trupów.

Ile czasu minie od twojej śmierci do czasu, w którym natura pochłonie twoje ciało? Dni? Godziny? A może lata? Kilkadziesiąt lat?

Co dzisiaj uprościłeś/aś?

 

poniedziałek, 10 sierpień 2015 23:50

Zaklęty krąg cz 3. Toksyczny odpad

Napisał

 

„Nie jestem osobą wierzącą, ale chodzę do kościoła, bo chcą tego moi rodzice/teściowie. Nie będę z nimi walczyć, nie mam siły, chęci, nie widzę możliwości wygrania takiego starcia”. Potulnie, niczym skazany na dożywocie więzień, poddajesz się wpływowi rodziców. I to nie ważne, że masz 15 czy 55 lat, twoje ciało jest bezwładne, dusza dusi się w klatce, spojrzenie ginie gdzieś w otchłani nicości. Zatraciłeś pierwotne instynkty, jesteś niczym lew w zoo, karmiony przez opiekunów, niezdolny do samodzielnego polowania, a jedyny znany ci świat, to ciasna klatka i tłumy gapiów po drugiej stronie krat. Jesteś czyjąś własnością.

Rodzice spod znaku „daliśmy ci życie, zatem mamy pełne prawo ci je odebrać” spełnili swój chrześcijański obowiązek wychowania w wierze. Zawlekli cię jako niemowlę do chrztu, wypchnęli nic nie rozumiejącego do pierwszej komunii, skutecznie groźbami przemówili ci do rozumu, abyś przystąpił do bierzmowania. Nigdy nie wprowadzali cię w tajniki wiary, nie rozmawiali z tobą o współczesnym świecie widzianym przez pryzmat nauk KK, bo nie mieli czasu, ochoty, a przede wszystkim dlatego, że sami całkowicie nie rozumieją wyznawanej przez siebie wiary. Nauczeni ślepego wykonywania zainstalowanego im w dzieciństwie oprogramowania, przypominają sobie od czasu do czasu, że są strażnikami wiary w rodzinie. I stwierdzają, co następuje, że np. syn, czy córka dawno w kościele nie byli, że bywają (albo i nie) tylko od święta, że się nie modlą, że księdza po kolędzie przyjąć nie chcą. Prawdziwy dramat i zamach na domowe sanktuarium to wyrażenie braku chęci wzięcia ślubu kościelnego (lub ślubu w ogóle), braku chęci ochrzczenia dziecka, lub posłania go do pozostałych sakramentów. Do boju zatem! Wyciągamy oręż. O ile młodsze dzieci śmiało można było nawracać pasem, to na dorosłe zadziałać musi marudzenie, ględzenie, kąśliwe aluzje, fochy, straszenie rozchorowaniem się, lub nawet zejściem ze zgryzoty. Warto zauważyć pewną prawidłowość: rodzice nie zaczynają w takich sytuacjach rozmów o wierze, nie interesują ich motywy takiego, a nie innego postępowania dzieci. Nie próbują wyjaśniać, sprowadzać na „dobrą drogę”. Jedyna sugestia to „idź do kościoła”, „przyjmij sakrament, bo się będą z ciebie śmiali”, „trzeba w coś wierzyć”. Niestety, przy całym szacunku do rodziców, demaskuje to ich katolską obłudę. Z takiej sytuacji są tylko dwa wyjścia. Pierwsze, to wspomniany wcześniej etat lwa w zoo. Drugie to bunt. Niby proste, prawda? „Kto w tym wieku nie jest przeciwko porządkowi tego świata, ten urodził się martwy”, jak powiedział Alfred Bizanc. Jeśli posiadasz osobowość, to kiedyś będziesz chciał porzucić rolę kukiełki w czyimś teatrzyku. Będziesz chciał żyć kierując się własnym światopoglądem. Zrozumiesz, że tobie, i twoim poglądom należy się szacunek. Również od rodziców, bo nie jesteś ich własnością. Nie ma piękniejszego dnia w życiu rodzica niż ten, w którym zaobserwował, że jego dziecko z poczwarki przeobraża się w pięknego motyla. Dziecko, które jest zdolne do samodzielnego myślenia, jest zdolne do kierowania się własnym osądem, podąża za własnymi marzeniami i pragnieniami. Jeśli masz szczęście, i twoi rodzice wolni są od mentalności niewolnika, tak właśnie będzie. Jeśli niestety, takiego szczęścia nie masz, będziesz dla nich toksycznym odpadem. Będą uważali, że przynosisz im wstyd, a kieckowy przebieraniec będzie ich w tej świadomości umacniał (zawsze to parę złotych można trafić za msze w intencji „nawrócenia” dziecka). Szanuj takich rodziców, ale przykładu nie bierz. Co się stanie? Może z czasem nabiorą do ciebie odrobinę, lub więcej szacunku, może pokalają się drobinką nie w pełni zrozumianej tolerancji, może się od ciebie odwrócą. Jedno jest pewne: przetrwają. Nie umrą z tego powodu. Ich stan psychiczny nie pogorszy się. Regularne dawki „Zbawienia” i obcowanie z Dealerami zapewniają przecież siłę. Nie musisz składać swojego życia na ołtarzu ich lepszego samopoczucia.

Słaba wiara w słuszność wyboru własnej drogi zawsze zostanie stłamszona przez lenistwo i oportunizm. Ludzie będący niczym liście na wietrze są najbardziej podatni na wpływy innych. Roboty, którym nie zaprogramowano poddawania cudzych osądów w wątpliwość, są przecież idealnymi klientami Dealerów, i doskonałym środkiem do realizacji cudzych marzeń.

 

niedziela, 29 marzec 2015 20:08

Zaklęty krąg cz 2. Zbrodnia

Napisał

 

Suseł: - Twoje dzieci są wierzące?

Bońka: - Żona ochrzciła córkę. Ja chciałem, żeby zdecydowała sama, jak skończy osiemnastkę.

Suseł: - No to języka też nie trzeba było jej uczyć. Tylko czekać, aż sama zadecyduje, czy chce mówić po chińsku, czy po polsku. A do przedszkola wysłałeś? Jeść uczyłeś? Co, tylko o chrzcie miała sama zadecydować?

 „Służby specjalne”

 Scenariusz i reżyseria Patryk Vega

„Jak dorośnie, to zdecyduje, czy będzie chodzić do kościoła, czy nie. A na razie zapiszę je na religię, to przecież nic nie zaszkodzi” - taką właśnie iluzją wielu ludzi karmi siebie i swoje otoczenie, a swoim dzieciom niszczy lub okalecza przyszłość. Równie dobrze można dziecko skierować na termin do grabarza, niech popracuje kilkanaście lat łopatą. Przecież wyrobi sobie mięśnie, a te się ponoć przydają. Gdy osiągnie pełnoletność, samo zadecyduje, jaki zawód będzie chciało uprawiać. Może jednak okazać się, że np. droga kariery pianisty jest już dla niego nieodwracalnie zamknięta, bo wyniszczone przez lata palce nigdy nie nabiorą pożądanej zręczności i delikatności.

Jaki wybór ma dziecko, oddane wraz ze swoją ufnością, naiwnością i czystością pod opiekę oprawców w czarnych sukienkach? Upatrujesz wynaturzeń spoglądając na transwestytów, naśmiewasz się z transseksualnej posłanki, ale nawet oko ci nie drgnie podczas oddania swojego dziecka pod opiekę dewianta ubranego w sukienkę. No ale liczy się fakt, że pozbyłeś się kłopotu. Oni tam dziecku wszystko wytłumaczą, a ty spokojnie możesz położyć się na kanapie z piwem i paczką taniego bekonu, żeby w spokoju obejrzeć te wszystkie wspaniałe programy, w których „ci idioci to mają normalnie problemy”. Katabasi zaś skwapliwie skorzystają z prezentu od ciebie. Na początek zabiją procesy myślowe twojej latorośli wszczepiając jej kilka idiotycznych regułek. Wmówią mu winę, postraszą diabełkami i kociołkiem smoły, pomachają przed nosem trupem na krzyżu, i oczywiście wskażą jedyną dłoń, która ewentualnie, prawie za darmo, pomoże mu się wykaraskać z tak straszliwych opresji. Potem już tylko ciągłe powtarzanie: „wierzę, bozia, jezusek, kocham, jedyny, najwyższy, zbawiciel” tak długo, aż dziecku będzie wydawało się, że to jego samodzielne myślenie. Dodatkowo wyśmiewanie tych, którzy nie wierzą w to samo, podżeganie do ich prześladowania, wzmacnianie odczucia bycia częścią „tej lepszej” grupy.   

Jeśli zatem sam nie wierzysz, a do kościoła uczęszczasz jedynie z przyzwyczajenia, i posyłasz swoje dziecko na religię, dokonujesz nieodwracalnej zbrodni na jego psychice. Odruchy i nawyki wpojone w tym wieku przy pomocy strachu i nienawiści pozostaną w człowieku już na zawsze. Niewiele jest osób, które mają na tyle silną psychikę, że potrafią w dorosłym życiu zwalczyć lęki i poczucie winy zaszczepione w dzieciństwie. Ucz swoje dziecko samodzielnego myślenia, otwartości na świat, zanim ktoś zrobi z niego żywego trupa.

 

niedziela, 08 luty 2015 21:08

Rachunek sumienia cz.4 Wirus wolnego myślenia

Napisał

 

„Młodzież po bierzmowaniu masowo odchodzi od Kościoła” - takiego oto epokowego odkrycia dokonują niektórzy Dealerzy. Tyle lat skrzętnego programowania umysłów, a tu nagle, jak za sprawą działania jakiegoś rodzaju magii, młodzi Uzależnieni po prostu znikają. I pieniążków nie przynoszą. I nie wiadomo, czy po ślub wrócą, lub po chrzest dla swojej pociechy, gdy nastanie odpowiedni czas. A i pogrzeb niepewny. I tyle pieniążków przepadnie. Horror w biały dzień.

Wyseparowano czynnik taki stan powodujący. To choroba zwana etyką, atakująca umysły wirusem wolnego myślenia. Nosiciel powoli uniezależnia się od „Zbawienia”, co za tym idzie, przestaje potrzebować ciągłych jego dawek do normalnego funkcjonowania.

Na nic zatem drobne próby uczynienia z kościoła mniej anachronicznej instytucji. Na nic tanie zagrania najwyższego szczebla firmowane przez samego Papę. Nic, i nic nie działa. Panika. Te tępe barany naprawdę zaczynają samodzielnie myśleć. I, co gorsza, nieźle im to ponoć wychodzi!

Co robić?

Myśl, myśl intensywnie.

Kto nie jest z nami, ten jest przeciwko nam!

Opóźnijmy bierzmowanie! Niech będzie w 2giej klasie średniej szkoły. Zawsze to 2 lata więcej przynoszenia pieniążków. Grajmy na zwłokę, może w międzyczasie uda się coś jeszcze wymyślić.

Zaraz! MAM!

Zróbmy tak, jak mamusie z patologicznych rodzin, które, gdy chcą wyegzekwować posłuszeństwo swoich pociech, mówią im „jeśli nie będziesz grzeczny, to mamusia cię przestanie kochać”. Przecież to zawsze działa. Genialne.

Ogłaszamy zatem „Uczęszczanie na etykę jest publicznym zaparciem się wiary i Kościoła. Dziecko uczęszczające na etykę nie może być dopuszczone do I Komunii św. Kto po bierzmowaniu zapisuje się na etykę ( dotyczy licealistów i uczniów techników ) nie może otrzymać rozgrzeszenia, nie może pełnić w Kościele godności chrzestnego/ chrzestnej. Jeżeli chrzestnym/ chrzestną ma być uczeń liceum/technikum, musi przedstawić zaświadczenie od katechety o uczęszczaniu na katechezę.”

Szach i mat. Niech no teraz któryś baranek spróbuje się teraz oddalić od stada chociażby na centymetr. Nie będą nam tu bierzmowania traktować jak zaliczenia przedmiotu w szkole. Będą chcieli mieć ślub kościelny? Będą chcieli zostać rodzicami chrzestnymi? Niech zatem przyniosą zaświadczenie, że nigdy nie uczęszczali na tę straszliwą etykę. Są przecież i tacy, którzy i na religię, i na etykę chodzą. Nie będą nam tu świeczek zapalać, a diabła ogarkiem traktować. Albo siedzisz w pociągu z nami, albo ten pociąg po tobie zaraz przejedzie.

Aby przyjąć sakramenty, nie możesz samodzielnie myśleć. Albo przynajmniej musisz udawać, że nie jesteś zdolny do samodzielnego myślenia. Ktoś już przecież za ciebie pomyślał, i myśli nadal. Pielęgnuj w sobie ten błogostan, zażywaj „Zbawienie” i pamiętaj kto jest jedyną odpowiedzią na każde pytanie.

 

niedziela, 21 grudzień 2014 20:56

Rachunek sumienia cz.3 Czarna Galera

Napisał

 

Zdarza mi się zadawać ludziom pytanie „czy jesteś wierzący/a?”. Obserwuję wtedy reakcję zapytanego. Zazwyczaj jego oczy przybierają wówczas drewniany, beznamiętny wyraz, a usta bez cienia jakiejkolwiek intonacji głosu cicho wypowiadają słowa „Tak, chodzę do kościoła”. 

Jesteś niewolnikiem na Czarnej Galerze. Twoje ręce, nogi i szyja skute są grubymi łańcuchami. Wiosłujesz w pozycji na kolanach w rytm wybijany przez opasłego, spoconego, małego człowieczka o świdrujących oczkach i kawałkiem kiedyś białej, a teraz już mocno zabrudzonej szmatki pod szyją. Tuż za nim, na ścianie wisi rzeźba przedstawiająca trupa mężczyzny przybitego do krzyża. Operujesz wiosłem równo z innymi galernikami, aby tylko zasłużyć na grymas twarzy małego człowieczka przypominający uśmiech, Masz w pamięci jego srogie spojrzenie i wciąż na swoich plecach czujesz ból po smagnięciach batogiem. Twoje oczy dawno już przestały wyrażać jakiekolwiek emocje. Obok ciebie przykuto twoje dziecko, aby już od najmłodszych lat pilnie wdrażało się w wiosłowanie. Dziecko, pomimo faktu, iż zostało zrodzone z niewolników, z właściwą swemu wiekowi ufnością i ciekawością świata zapytuje ciebie: 

- Dlaczego musimy wiosłować?

- Nie musimy. Ale chcemy. Nasi przodkowie wiosłowali, i nasi potomkowie również będą wiosłować.

- Ale po co?

- Bo tylko w ten sposób trafimy do raju.

- Ale skąd o tym wiemy?

- Tak nas zapewnił mały człowieczek. Jeśli będziemy mu służyć za życia, to w nagrodę po śmierci trafimy do raju.

- Ale ja nie wiem, czy chcę trafić do tego... raju...

- Decyzja już zapadła. Poza tym masz jeszcze dług do odpracowania.

- Jak to?

- Twoi przodkowie popełnili grzech pierworodny, a mały człowieczek cię z niego oczyścił.

- Czy nikt się przeciw temu nie zbuntował?

- Był jeden taki. Wstał i powiedział, że nie czuje się winny, i że mały człowieczek kłamie, bo żaden raj nie istnieje.

- I co się z nim stało?

- Zabiliśmy go. Chciał być od nas lepszy, a w dodatku poddał w wątpliwość dobro i wielkość małego człowieczka.

- Skąd wiadomo, że mały człowieczek właściwie nas prowadzi?

- Bo jest prawy i dobry. Bo jest posłańcem od boga. To właśnie jest wiara.

- A kim jest ten b...

- Dosyć! Nie zadawaj więcej takich pytań. Muszę cię nauczyć wiosłować. To jedyny właściwy sposób życia. 

Cóż zatem z tego, że chodzisz do kościoła? To jeszcze nie czyni z ciebie osoby wierzącej, podobnie, jak fakt fizycznego pojawiania się w szkole tańca nie uczyni cię tancerzem. Przyznajesz się do wiary, bo dobrze być w grupie, w której ponoć jest 95% społeczeństwa naszego kraju. Ale tak, jak znaczna część wspomnianego procenta, nie masz pojęcia, na czym owa polega wiara. Dlatego niechętnie rozmawiasz o „swojej” wierze. Nie znając często nawet jej podstaw, kwitujesz rozmowę zdaniem w stylu „to indywidualna rzecz”. Nie stajesz w obronie swojej „wiary”, bo brakuje ci argumentów, a tych nie posiadasz, bo nie rozważasz religijnych nauk. Owszem, z pamięci powiesz „Ojcze nasz”, czy nawet „Zdrowaś Maryjo”, może nawet wysupłasz jeszcze jakieś inne regułki, i na tym koniec, bo tyle, plus zawartość twojego portfela, wystarczy, by otrzymać kolejną działkę „Zbawienia”. Dealerom „Zbawienia” zależy na utrzymywaniu Uzależnionych w całkowitych mentalnych mrokach średniowiecza. Myślenie jest tu absolutnie niewskazane. Z tępą i otępiałą masą, nawet w XXI wieku można zrobić wszystko.

 

niedziela, 19 październik 2014 00:15

Siła symbolu, czy symbol siły?

Napisał

 

Cyklicznie pojawia się temat obecności symboli religijnych w miejscach użyteczności publicznej. W naszym kraju w 99% chodzi oczywiście o krzyż. Nierzadko pojawia się on w miejscach typu publiczna placówka oświatowa czy też urząd państwowy, zawieszony przez kogoś z kierownictwa, bądź też pracowników. Czasem taki krzyż znika, czasem pojawiają się protesty osób o innym światopoglądzie, a wtedy pada z ust obrońców krzyża słynne pytanie „skoro nie wierzysz, to co ci przeszkadzają te dwa drewienka?”. „No pewnie nie przeszkadzają” - odpowiedziały setki tysięcy osób odpuszczając temat ostatecznie z poczuciem podbudowania zakresu swojej tolerancji. Uzależnieni od „Zbawienia” wraz ze swoimi Dealerami mogli świętować oznaczenie kolejnego obiektu jako „swojego”.

Drogi Obrońco Krzyża, wyobraź sobie, że udajesz się do banku w celu pozyskania kredytu. W pięknym, przeszklonym holu pięknego budynku na samym jego środku znajduje się sporych rozmiarów Gwiazda Dawida. Przecież dla ciebie to tylko dwa trójkąty, więc oczywiście nie ma to dla ciebie żadnego znaczenia, prawda? Idziesz do salonu znanego operatora sieci komórkowej po smartfon z internetem, bo przecież Toruń oficjalnie przestał uważać internet za wytwór szatana, a tam, tuż obok logo operatora, widzisz półksiężyc i gwiazdę. Oczywiście jesteś tak tolerancyjny, że przyjmujesz to całkiem spokojnie. Postanawiasz zapisać swoje dziecko do renomowanego gimnazjum, w tym celu udajesz się do dyrektora wspomnianej placówki. Nooo... ulga... w gabinecie wisi krzyż. Ale.... zaraz, zaraz... przecież pozioma belka jest osadzona trochę niżej niż w tym, który posiadasz w domu! Nic to... przecież jesteś... tolerancyjny. Nie przeszkadzają ci symbole, w które nie wierzysz.

Propagatorzy krzyża często tłumaczą się, że skoro w ich instytucji nie ma oficjalnego zakazu umieszczania symboli religijnych, to nie łamią prawa. Może w takim przypadku należałoby wykazać się odrobiną empatii i zwyczajnego poszanowania norm współżycia społecznego? Dealerzy „Zbawienia” twierdzą, że ateiści nie mają żadnego symbolu, bo gdyby taki mieli, to również należałby mu się szacunek zbliżony do tego, którym oni darzą dwa drewienka. Ten szacunek w praktyce przerabiał już niejeden kierowca. „Ryba”, czyli symbol pierwszych chrześcijan, naklejona na samochodzie, to pełna nobilitacja, ale spróbujcie nakleić na swój samochód „Rybkę Darwina”, a będziecie mieli zapewnioną długą i zażyłą znajomość z lakiernikiem.

To z pozoru niewinne sformułowanie jest w rzeczywistości sprytnie skonstruowaną pułapką. Ludzie wpadają w nią przez źle pojętą tolerancję, a czasem przez zwykłe lenistwo lub oportunizm. Jeśli zatem tobie symbol ów kojarzy się z zaprzeczeniem wszelakich nauk głoszonych przez jego propagatorów, nie wahaj się mówić o tym wprost. Istnieją przecież budynki takie jak kościoły, w których jest miejsce tegoż symbolu. Nie bądź bierny wobec zawłaszczania publicznej przestrzeni przez fanatyków, bo pewnego dnia obudzisz się w państwie wyznaniowym zmuszony do odmawiania pacierza przed oddychaniem.

 

niedziela, 12 październik 2014 02:29

Dwa drewienka czyli Incydent Krapkowicki

Napisał

 

Nauczycielka matematyki w Krapkowickim Zespole Szkół Sportowych została przez dyrekcję oraz radę pedagogiczną zlinczowana za zdjęcie krzyża w pokoju nauczycielskim.

Pani Dyrektor, no cóż, najwyraźniej minęła się Pani z powołaniem. Funkcja, którą Pani powierzono, to nie to samo, co funkcja siostry przełożonej, a obiekt, którym Pani zarządza, to nie klasztor. Państwowa placówka oświatowa ma być neutralna światopoglądowo, zatem swoje wyznanie proszę zostawić przed jej drzwiami. Urąga Pani innym ludziom utożsamiającym się z tą samą, co Pani, religią, propagując wieszanie krzyży w oddanej pod Pani rządy placówce. Zachowując się niczym zwierzę znaczące teren, bluźni Pani przeciwko piątemu przykazaniu. Niezwykła zaciekłość w gnębieniu bliźniego, którą dyktuje Pani jej religijny fanatyzm powoduje wynaturzenia godne średniowiecza. Zapewne tęskni Pani za paleniem heretyków na stosie. Usilnie próbuje Pani krzewić swoją wiarę przy pomocy kłamstwa, podstępu oraz przeinaczania faktów. Hańbi Pani swoją profesję dając zły przykład młodzieży. Nadużyła Pani władzy, za co należy się Pani odwołanie ze stanowiska. Mam nadzieję, że wie Pani, od czego jest gorsza nadgorliwość. Polecam rozważenie siedmiu grzechów głównych, szczególnie pierwszego i szóstego.

Rado Pedagogiczna, cechuje Państwa zwykły oportunizm. Jak można pozwolić panoszyć się w placówce oddanej w wasze ręce religijnej fanatyczce? Trudno uwierzyć, że w tak szacownym gronie znajdują się sami ślepo wierzący ludzie. Nieme przyzwolenie na prześladowanie jest współudziałem. Współuczestniczenie w szykanach to mobbing. Jesteście autorytetami młodzieży i wasz przykład ma szerokie oddziaływanie.

Miejsce i krzyża, i biskupa jest w kościele. Wizyty tego typu osobników nie są pożądane w świeckich szkołach, a już tym bardziej towarzyszące tej wizycie pośpieszne znaczenie placówki drewienkami. Szkolni fanatycy mogą sobie swobodnie całować ziemię po której biskup stąpa, ale niech czynią to poza murami szkoły. Dla olbrzymiej większości dzieci i młodzieży ten człowiek nie jest nikim ważnym, nie ma zatem potrzeby odrywać ich od nauki i zmuszać do oglądania go. Terroryzowanie wizerunkiem Jana Pawła II w szkolnym sekretariacie ma tylko jedno przesłanie „jeżeli masz inny, niż Dyrekcja, światopogląd, to zapomnij o pozytywnym rozpatrzeniu twojej sprawy”.

Czyż nie jest dziwne, że ludzie tak chętnie walczą o religię, a tak niechętnie żyją zgodnie z jej przepisami.

                                                                                                 Georg Christoph Lichtenberg

 

sobota, 04 październik 2014 01:13

Zaklęty krąg cz 1. Babcia

Napisał

 

Znam pewnego człowieka. Być może nie wyróżnia się niczym szczególnym – ot żona, dwóch synów, dom, praca. Może i w coś tam sobie wierzy, generalnie jednak względem KK reprezentuje stanowisko „niewierzący, ale praktykujący”. Tzn. posiada wszystkie sakramenty, żona również, dzieci stosownie do wieku też, ale na tym w zasadzie się sprawa kończy, bo nie utożsamia się z kościelnymi frazesami, będąc wręcz ich zagorzałym przeciwnikiem. Dlaczego zatem pozwala, by jego dzieciom wypychano do głów zabobony które on sam wyśmiewa? Czyżby umiłowanie tradycji przodków? Fascynacja folklorem? Otóż twierdzi on, że... Babcia nie wyobraża sobie, żeby któreś z jej dzieci lub wnucząt nie chodziło do kościoła. W głowie jej się nie mieści taka ewentualność, że w jej rodzinie mógłby być „ancykrys”. Zapewne w Waszych umysłach pojawiła się właśnie projekcja starszej, doświadczonej przez życie, schorowanej, bogobojnej kobiecinki, która schodzi z tego świata z pękniętym sercem na wieść o tym, że jej kochany wnuczek opuścił niedzielną mszę, bo postanowił pograć na konsoli. Nie, to nie ta bajka. Babcia owszem, swoje lata ma, ale jest całkiem na chodzie i niejedno już przeżyła. Powiecie, że kolega z rodziną zwyczajnie nie chcą jej ranić? Spokojnie, babcia zahartowana, program zainstalowany przez Dealerów „Zbawienia” pracuje bez niebieskich ekranów. Beretka z antenką odbierającą sygnał sterowania radiowego wprost z Torunia jest na wyposażeniu standardowym. Do tego 2 poduszki powietrzne, ale niestety brak hamulców. O co zatem chodzi? Podobno, jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Babcia odpala rodzince kolegi co miesiąc część emerytury. Rodzince i bez tego niczego nie brakuje, no ale parę dodatkowych peelenów na zbytki zawsze się przyda. Babcia płaci i wymaga. Chciałoby się olać przebierańców w sukienkach, no aleee... pieniążki są takie miłe. Co tam dzieci, niech pochodzą na religię, a potem i tak będą wyznawały jedynego właściwego boga – mamonę.

Znam też inną Babcię. Nie finansuje, nie chodzi do kościoła, ale uważa się za wierzącą. Typ osoby, która wybiera miłe dla siebie obyczaje i je realizuje w praktyce. Zapytana, czy wyobraża sobie, że jej wnuczka mogłaby nie pójść do komunii odpowiada oczywiście, że nie. Ogólnie daje się odczuć, iż ma blade pojęcie o znaczeniu poszczególnych sakramentów, rozmyślania nad dogmatami wiary nie praktykuje, ot takie bezmyślne realizowanie strzępków oprogramowania bez jakiejkolwiek nadziei na zmianę. Pada zatem dopełniające pytanie „dlaczego?”. Odpowiedź ścina „bo to taki piękny, majowy zwyczaj, dziewczynki w bieli...”. No tak, dla kilku sekund przyćpania mózgu Babci „Zbawieniem”, wnuczka ma się nabawić poważnych zadr w psychice.

Ludzie kultywują martwe od dawna obrzędy traktując je jako dziedzictwo kulturowe. I pomimo iż uważają większość z nich za idiotyczne gusła nie mają odwagi przełamać zaklętego kręgu. Tego nie da się określić mianem religijności. Spychanie elementów niechcianego wyznania, z którym człowiek się rzekomo utożsamia, na margines życia, potęguje uczucie brnięcia w bagnie po pas z tendencją spadkową. Szacunek to coś, co można zdobyć i bardzo szybko stracić, i nie należy się on wyłącznie osobom starszym, a szczególnie takim, którzy nie potrafią uszanować nas samych i naszych poglądów, inności. Własna droga zawsze jest usłana cierniami, ale tylko martwe ryby płyną z prądem.

 

piątek, 15 listopad 2013 22:59

Bal wszystkich świętych ...

Napisała

 

Bal wszystkich świętych w dniu Wszystkich Świętych?
A więc nadeszła wiekopomna chwila... jak co roku, jak co roku!...
A znaleźć tak wehikuł czasu i zerknąć, czym karmią się zwolennicy chrztu itp pierdół? Czym żywimy nasze potomstwo? Stekiem bzdur, czy prawdą szeroko pojętą?

Spójrzmy niedaleko, w rok 2033...cała masa "baranków" podąża 1 listopada nad groby swoich bliskich i niebliskich, kochanych i mniej lubianych, podążają tępo trzymając w ręku płonący znicz, świecę, bukiet lamp. Patrzą w górę, patrzą w dół, ale najważniejsze to i przednie, patrzą po sobie, oceniając półmózgiem szatę sąsiada i to, z czym nad grobem stryja stoi. Nikt nie patrzy na wyraz twarzy, na ból, który rzekomo jeden i drugi w sobie nosi, nikt, poza małą Mądrą, która pyta z zaciekawieniem Tatusia:

- Dlaczego ta pani płacze? dlaczego ten pan się śmieje? a po co im t wszystkie kwiatki? Tato!!!?...
- Płacze, bo jest smutna (a w głowie: wyje na pokaz przed koleżanką na pokaz, która doskonale wiedziała, ile krzywdy wyrządził jej rodzony ojciec), że jej Tatuś nie żyje.
- OJ! TO JA TEŻ BĘDĘ SMUTNA, ALE PŁAKAĆ NIE BĘDĘ, BO SKORO TATUSIU BĘDZIESZ W NIEBIE, TO BĘDZIESZ SIĘ DO MNIE UŚMIECHAŁ, PRAWDA?
- Oczywiście córeczko! Będę się uśmiechał do Ciebie!
- A CHCESZ ŻEBYM KWIATKI NA TWÓJ GRÓB PRZYNOSIŁA?
- Nie. Wystarczy, że Ty mnie odwiedzisz.
- A LAMPKĘ, MAM PRZYNIEŚĆ LAMPKĘ?
- Nie. Jedno światło mam, to najważniejsze.
- JAKIE TATO?!
- To, które bije z Twojego serduszka córeczko!!!
Mądra uśmiechnęła się, spojrzała na grób Mamy, zacisnęła rączkę Tatusiowi i poszli...

Czy to możliwe, że tak mądre/oświecone dzieci, będą za dwadzieścia lat?
A może już jest ich spora grupa?
Myślę, że z dnia na dzień jest ich więcej i więcej, sęk w tym, żeby "staruszków" oświeciło, nim ich pociechy staną w obliczu najprawdziwszej prawdy!

Chrońmy nasze dzieci przed spektaklami wszelkiej maści, serwowanymi dzień w dzień, czy to z ambony, czy ze straganu, albowiem wszelkie zło się tam gnieździ, każdy kąt wypełnia i w każdą zdrową komórkę inteligencji wepchnąć się chce. Głuche, stadne zło.

W życiu nie zobaczysz większej liczby aureoli aniżeli 1 listopada, no cóż, każdy chce się poczuć świętym...w tym Święcie. A więc odważ się! Zapal znicz i rycz!

poniedziałek, 11 listopad 2013 23:51

Nigdy się nie przyznawaj

Napisał

 

Znajdą ci 9-latka w twoim łóżku, mów, że cię chciał zgwałcić. Przedstawią ci potwierdzenie ojcostwa dziecka nieletniej, mów, że to nie twoje DNA. A jak cię złapią za rękę na masturbowaniu ministranta, mów, że to nie twoja ręka. Nigdy się nie przyznawaj.

Kolejny po ArcyLapsusie przedstawiciel Dealerów „Zbawienia”, niejaki (s)ex-Rektor PEDOminikanin brutalnie złamał powyższą niepisaną, ale przestrzeganą maksymę. Specjalista od życia intymnego 10-latków stwierdził mianowicie, że przypadki, gdy „dzieci same wchodziły do łóżek dorosłych chcąc być spełnionym” nie są mu obce. Uważa on mianowicie, że dzieci z rodzin niepełnych, w których brakuje ojca będą lgnęły do mężczyzn. Jest to element sprytnie skonstruowanej linii obrony. Oczywistym jest fakt, że dzieci pozbawione męskiego wzorca w postaci ojca będą próbowały taki wzorzec znaleźć. Katabasi zatem celowo wyszukują ten właśnie typ dzieci, bo sprytnie dzieckiem manipulując, mogą łatwo wejść w rolę takiego wzorca, a dodatkowo istnieje niemal 100% pewność, że ojciec nie przyjdzie pewnego dnia na plebanię i nie rozwali Dealerowi „Zbawienia” łepetyny na kościelnych schodach. Katabas nigdy nie podejmie przypadkowego kontaktu seksualnego z dzieckiem; najpierw dokładnie „rozpozna obiekt”, i wybierze ten najbardziej pozbawiony wsparcia ze strony najbliższych. Dziecko, które nie zaznało rodzinnego ciepła, ma wiele niezaspokojonych potrzeb. Gdzieś w głębi duszy, obok potrzeby zaznania zwykłej słownej pochwały, wyrazu uznania, będzie marzyło o przytuleniu, pogłaskaniu po głowie, ojcowskiemu klepnięciu w plecy, ręce bliskiej osoby na swoim ranieniu. Nigdy jednak nie będzie dążyło do obcowania płciowego z dorosłym. Katabasi uzurpujący sobie odwieczne prawo do współżycia z dziećmi traktują te zachowania jako element gry wstępnej. Puszczają wodze fantazji, gdy zdarzy się, że mniejsze dziecko będzie chciało się przytulić – przecież jego usta znajdują się na wysokości Dealerskich klejnotów. Dziecko nie ucieka przez „niewinnym” pocałunkiem starego obleśnego, śliniącego się plebana, znaczy, że „ma chęć na więcej”. Dziecko klęczące przed katabasem który wkłada w jego usta hostię, samo prosi się, by włożyć mu w usta ciało inne niż chrystusowe. Dla niektórych dzieci potrzeba spania z dorosłą osobą, zazwyczaj matką, jest bardzo silna, ponieważ wzmacnia poczucie stabilizacji. Być może zdarzyło się w placówce wychowawczej, że któreś z dzieci potrzebowało zaspokojenia tej właśnie potrzeby. Dziecko zupełnie nie rozbudzone seksualnie, opierające swą relację z katabasem na olbrzymim do niego zaufaniu, zakradło się do Dealerskiego łóżka. Katabas zaś, miast postawić w tym momencie wyraźną granicę w relacjach, zabrał dziecku jego ufność i niewinność, wykonując dożywocie na jego psychice. Przecież sam fakt sforsowania otwartych drzwi do pokoju i wskoczenia do łóżka oznaczał, że dziecko błagało o inicjację, a posługę trzeba pełnić w dzień i w nocy.

Istnieje jeszcze druga grupa dzieci; są to dzieci, które doświadczyły „złego dotyku”. W tej grupie są takie, które wychowywały się w rodzinach patologicznych, i od małego były przystosowywane do seksualnego zaspokajania dorosłych. Dzieci zmuszane do prostytucji, lub prostytuujące się, by przeżyć, a zatem wychowane w przeświadczeniu, że seks jest towarem, a który można coś otrzymać. Seks w placówkach wychowawczych jest rzeczą powszechną – jeśli nie jest towarem, to jest formą najtańszej rozrywki. Mogło się zatem zdarzyć, że dziecko świadomie zakradło się do łoża katabasa chcąc ciałem zapłacić za jakiś przywilej lub rzecz, lub z chęci pozyskania „haka” na wspomnianego przedstawiciela sukienkowej braci. Inne dziecko mogło chcieć wkupić się w Dealerskie łaski, a z domu wyniosło znajomość tylko takiej formy. Katabas oczywiście również i w tych przypadkach nie postawił żadnej granicy w relacjach. Być może dlatego, że sam nie posiadał dzieci, zatem trudno było się mu zdobyć na empatię, gdy jego mniejsza główka doszła do głosu. Być może właśnie dlatego, że chociaż posiadał swoje dzieci, hołdował zasadzie, że „swoje się kocha, a cudze się pier..i”.

Chrońmy nasze dzieci przed zboczeńcami przebranymi w czarne sukienki. Grają na nosie Uzależnionym od „Zbawienia” już nie tylko zza ołtarzy, ale również w środkach masowego przekazu. Zasłaniając się tajemnica spowiedzi, pielęgnują w sobie poczucie istnienia ponad prawem.

 

Strona 1 z 2
Visitor counter, Heat Map, Conversion tracking, Search Rank

Kalendarz

« Lipiec 2017 »
Pn Wt Śr Czw Pt Sb Nie
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

Odwiedź koniecznie:

Użytkownicy

Statystyki odwiedzin

4162978
Dzisiaj
Wczoraj
Ten tydzień
Ostatni tydzień
Ten miesiąc
Ostatni miesiąc
Wszystkie
3839
20549
106099
3911672
571724
642533
4162978

Twoje IP: 54.198.147.221
2017-07-28 04:40:06